Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczaje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczaje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 lutego 2015

Szwajcarzy w oczach Polaków

Bardzo zabawny tekst na temat Szwajcarów opisanych przez polskich emigrantów:

 http://szwajcarskie-blabliblu.blog.pl/2015/02/16/x-oznak-ze-stajesz-sie-szwajcarem/

A co ja bym dodała? Hmmm...może obraz Polaków widziany przez szwajcarskich emigrantów? tylko gdzie ja ich znajdę...



czwartek, 15 marca 2012

Mentalne kajdanki

 Na portalu Powrotnika toczy się dyskusja dotycząca powrotu Polaków z emigracji. Jeden z komentarzy wydaje mi się wyjątkowo trafny, dlatego pozwolę go sobie zacytować:

"witaj, przeczytalam twoja wypowiedz i wiesz mysle ze to nie chodzi o nauczenie sie przez polakow zachowan…. to cos tak, jak z inteligencja, tego nie mozna sie nauczyc to sie ma, z tym sie trzeba urodzic. to genetyczne usaleznienie, to jest nasza mentalnosc: wrodzony system wartosci i widzenia. tak bym to ujela.czlowiek czlowiekowi wilkiem, to juz przed wiekami mowili wielcy pisarze,wiec ludzie na calym swiecie sa jednakowi od zarania dziejow. tylko systemy w ktorych zyjemy sa zroznicowane,historia i szerokosci gepograficzne, to tez ma niebanalny wplyw na nasze usposobienie! dlaczego narody z basenu morza srodziemnomorskiego uchodza za te ktore sa zyczlie, pogodne, radosne… poniewaz w tych krajach jest duzo slonca, jest cieplo, dni sa dluzsze.To rowniez wplywa na pogode ducha, temperamenet. Ale w Hiszpani czy Portugali tez sa ludzie niezyczliwi, zjadliwi, zazdrosni.Gdzie zycie moze byc uciazliwe z powodu zawistnego sasiada.Niestety Polska jest krajem hitorycznie zranionym od wielu wiekow, ta rana jest w kazdym z nas od pokolen…cierpienie mamy wpisane w geny, w tym ktoremu sie powiodlo poniewaz wyjechal za granice widzimy szczura…ktory ucielk i nie chcial z nami dzielic tego samego losu, losu spolecznstwa ktore ciagle z niego nie jest zadowolone, widzi we wszystkich wroga. ale to jest chyba jakas patologia spoleczna niestety. Uwazam za kto mial szanse lub okazje to wyjechal, zarobil i wrocil, lub zarobil i nie wrocil, lub nie zarobil i wrocil … warianow jest wiele, Na tym polega wolnosc, my nie wiemy co to zanczy wolnosc.! jestesmy mentalnie ciagle wiezniami… a to okupanta a to systemu a to rezimu a na koniec jestesmy wiezniami siebie samych i nie chcemy zeby inni byli wolni.My polacy nie umimy byc wolni ciagle zakladamy sobie i innym kajdanki. (...)

Niestety, najczęściej uświadamiamy sobie wszystko dopiero po dłuższym pobycie na terenie tzw. starej demokracji. Rozumując podobnie moja znajoma napisała:

"To tak jak ktoś żyje w  dysfunctional family i po pewnym czasie nie wie co jest normalne a co nie, co jest dobre a co złe..."

Czy można to jakoś zmienić?

poniedziałek, 5 marca 2012

Podobno jest fantastycznie

Cieszy mnie niezwykle, gdy słyszę głosy o tym, że w Polsce jest coraz lepiej, ładniej, bogaciej, a ludziom żyje się coraz lepiej. Mój problem polega na tym, że ja tego zupełnie nie dostrzegam. Widzę umordowanych ludzi w pociągach, tramwajach i autobusach, przemęczone kobiety, poszturchiwane dzieci. Widzę smutnych i schorowanych emerytów, ubranych w wiekowe paletka i zniszczone buty.

Widzę masy butelek po alkoholu porzuconych na skwerach, trawnikach, w parkach, na chodnikach. Społeczne przyzwolenie powoduje, że władze upatrują jedynie śmiertelne niebezpieczeństwo w paleniu marihuany, natomiast zastraszająca ilość spożywanego przez Polaków alkoholu, nie wzbudza już w nikim żadnych emocji.

Parę tygodni temu na spotkaniu towarzyskim usłyszałam, że nie powinnam narzekać, bo jest coraz lepiej. Sklepy są pełne towaru, wszystko się rozbudowuje, a ludzie są niezwykle życzliwi. Mój optymistyczny rozmówca dał mi nawet konkretny przykład: dwa dni wcześniej byli z małżonka w sklepie i sprzedawczyni bardzo uprzejmie pomagała im wybrać płaszcz. I co ja na to?

sobota, 25 grudnia 2010

Wigilijne klimaty

To była Wigilia z Rodzicami. Bez prezentów. Z opłatkiem, śledziem, karpiem w galarecie, czerwonym barszczem z uszkami, kapustą z grzybami i makowcem. Niby mniej niż u innych, ale i tak za dużo. Bez sensu.

W przyszłym roku namówię Mamę, żeby było skromniej. Najważniejsze jest być razem w spokoju i wyciszeniu, a paradoksalnie Wigilia staje się często odwrotnością tego czym być powinna. Jest gonitwą za prezentami, obżarstwem, stresem i zmęczeniem dla tych co ją organizują.

Gdyby to ode mnie zależało, byłby jedynie odświętnie przybrany stół i jedna, symboliczna potrawa.

Wszystkim, którzy są samotni nie z własnej woli, oraz tym, którzy tęsknią gdzieś w świecie za najbliższymi, życzę siły przetrwania. Trzymajcie się.

kliknij ;))

sobota, 24 lipca 2010

Miłe uczucie

Kolega z pracy, który jest cudzoziemcem i dużo jeździł po świecie, powiedział mi niedawno, że przyjechał do Polski z nastawieniem nieco sceptycznym i zasłyszaną opinią "uważaj na siebie, bo to lekko dziki jeszcze obszar typowego Wschodu". Dzisiaj, po dwóch latach obecności tutaj, ocenia, że Polska to niezwykle ciekawy, szybko rozwijający się kraj, CZYSTY i w większości miejsc ZADBANY, nie mówiąc już o tym, ze POLACY są jako naród, niezwykle SYMPATYCZNI.

Dobrze, że akurat siedziałem.

Zrobiło mi się bardzo, bardzo miło. Polubiłem faceta, a Wy?

sobota, 5 czerwca 2010

Gafa

Zażartowałem sobie w obecności kolegów z pracy z "ważnej osoby" i prawdopodobnie wylecę na zbity pysk. "Życzliwi" przeobrazili żart na "serio" i roznieśli łańcuszkiem wedle zasady "podaj dalej".
Mireille oświadczyła mi w piątek, że się na mnie zawiodła i że "to wielka szkoda". Na moje stanowisko czyha parę osób, a jedna bardzo szczególnie. To właśnie ONA postanowiła wykorzystać moją nieopatrzną gafę i zrobić z niej skandaliczną aferę. Okazuje się, że jest to instytucja, w której każde twoje głośno wypowiedziane słowo, może obrócić się przeciw tobie. Trudno. Gafy się zdarzają. Jeśli "coś takiego" ma być powodem utraty pracy, to znaczy, że nie jest to miejsce dla mnie. W przyszłym tygodniu się okaże. Nie ma to jak gniazdo żmij pozbawionych poczucia humoru i dystansu do siebie. Raj.

niedziela, 23 maja 2010

Pierwszy tydzień w nowej pracy

Mam zastąpić kogoś, kto robi to samo od 30 lat, a w tej konkretnej instytucji pracuje od lat 15. Ja zaczynam od zera.

Pierwszy tydzień minął na kompletnej karuzeli. Mireille zaczyna tłumaczyć kilkanaście rzeczy jednocześnie, nie kończąc żadnej, bo taki ma charakter, a jakiekolwiek prośby o zmianę metody "nauczania" są bezskuteczne.

W przyszłym tygodniu Mireille będzie na urlopie w Paryżu i zostanę sam na stanowisku. Przekazała mi "ogólnie wszystko" i mam sobie radzić. Wszelaki stres i trema opadły ze mnie całkowicie. Jest czystą NIEMOŻLIWOŚCIĄ, abym potrafił zrobić cokolwiek samodzielnie. Chce mi się śmiać :(

"Sam na sam" z niezwykle wymagającym zwierzchnikiem (opinia Mireille) zapowiada się interesująco. To będzie ważny czas, w którym należy natychmiast ustanowić zasady gry i naszkicować pierwsze granice.

Okaże się, czy jestem odpowiednią osobą zarówno charakterologicznie jak kompetencyjnie.

Chcę pracować. Bardzo.

Wykończyć się nie dam.

niedziela, 21 lutego 2010

Małżeństwo

W naszej kulturze obyczajowej model podstawowy to formalny związek dwojga ludzi, dzieci (ostatnio im więcej, tym lepiej), wspólny dom/mieszkanie, czasem pies lub kot (chomik, papuga, rybki itp). Praca zarobkowa (jeśli jest), rodzinne spotkania, niedzielne msze, a potem obiadki, spacerki w szerszym gronie, żarciki i dowcipaski. Na co dzień - żale i awantury (bywa), obrazy majestatu (bywa), rozwody (zdarzają się, he he). To ma być ta uniwersalna recepta na życie i jak ktoś chce wszystkich wokół zadowolić, to powinien się do niej zastosować.

Tak się składa, że moje 12 lat formalnego związku jest jedynie przygnębiającym wspomnieniem, a największą zaletą kilku "nieformalnych" jest to, że się zakończyły. Przez całe lata tylko jeden zaobserwowany (u innych) związek małżeński wzbudził mój podziw i sympatię. Jeden.

Wiele osób tkwi w swoich gniazdach wedle zasady "jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma". Rozumiem i szanuję, bo życie nie pieści i nie zawsze można wszystko kopnąć w cholerę, nawet gdyby się bardzo chciało. Wiele osób panicznie boi się coś zmienić, bo to co mają jest im bliskie i znajome. Szeroko panoszy się też "strach przed samotnością". Ciekawe zjawisko, bo można się czuć niezwykle osamotnionym żyjąc w związku/rodzinie, ale ta powszechna fobia przed SAMOTNOŚCIĄ w pojedynkę jest tak silna, że ludzie zwykle akceptują sytuację "jaki taki, byle jaki, byleby był".

Już słyszę głosy sprzeciwu - "ja nie, mój/moja jest wspaniały/ła, wyjątkowy/wa, kocha mnie, mamy cudowne dzieci, jest nam dobrze, itd..." Naprawdę? No to znakomicie, bardzo mnie to cieszy i gratuluję z całego serca. Konkluzja: ten wpis nie jest o Was. Istnieją jednak tacy, dla których klasyczny model nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem i być może, poszukują własnego. Zaś samotność nie jest dla nich smutną koniecznością, ale zbawczą alternatywą. Większość istot żyjących na ziemi posiada instynkt stadny. Większość, ale nie wszystkie. Ja właśnie należę do tej mniejszości i żyję sobie zgodnie z zasadą "milsza mi samotność od nieodpowiedniego towarzystwa".

P.S. Nie taka samotność straszna, jak ją malują. Wręcz odwrotnie.

sobota, 12 grudnia 2009

Nie dajmy się chamom i kołtunom

Pokiełbasiło się chyba panu Kłopotowskiemu (wypowiadającemu się ostatnio na temat Romana Polańskiego) oraz panu Maleńczukowi (broniącemu nieudolnie senatora Krzysztofa Piesiewicza) pojęcie "prawa" i "obyczajowości".

Nie ulega wątpliwości, że artyści otrzymują coś w rodzaju przyzwolenia społecznego na pewne zachowania uważane powszechnie za niestosowne lub wręcz niemoralne. W momencie kiedy te zachowania stanowią złamanie obowiązującego prawa, żadne specjalne względy obejmować ich nie mogą. Dlatego argument, że "artystom więcej wolno", z punktu widzenia prawa, nie jest żadnym usprawiedliwieniem.

Istnieje jednak jeszcze kryterium ludzkie, osobiste, z indywidualnego punktu widzenia, opinia własna, do której każdy człowiek, obywatel ma prawo.

A oto ona, z moim podpisem:

Krzysztof Piesiewicz jest utalentowanym scenarzystą i tego nic nie jest w stanie zmienić. Krzysztof Piesiewicz jest również znakomitym prawnikiem i jego wiedzy nikt, ani nic mu nie odbierze. Krzysztof Piesiewicz udowodnił również, przez długie lata swojej działalności politycznej, że jest przyzwoitym i mądrym politykiem. Krzysztof Piesiewicz jest tylko człowiekiem, nie posiadającym boskiej doskonałości, ale zmagającym się, jak KAŻDY, ze swoimi słabościami.

Prostaccy, chciwi wandale wtargnęli z kamerą i wykorzystując chwile słabości znanego człowieka, zgwałcili jego sferę prywatności. Kołtuńskie społeczeństwo żądne krwawych igrzysk wpadło w pułapkę prymitywnych szantażystów i już słychać głosy o "utraconym autorytecie senatora". A jakże. Świętoszki za pół kapsla, psia mać!

Pan Krzysztof Piesiewicz oddał sprawę w ręce prokuratury i złożył immunitet senatorski. Sąd zajmie się tą sprawą, od tego jest.

Dla mnie, Krzysztof Piesiewicz pozostaje niezmiennie jednym z nielicznych, ważnych autorytetów. Panie Senatorze, w sukience czy bez, chylę swe czoło. Nisko.

P.S. (dopisane 15 grudnia, o godzinie 11:40)

Ów osobisty dramat rozgrywający się na oczach opinii publicznej, jest zapewne paradoksalnie najlepszym zakończeniem całej historii. Zgłoszenie sprawy szantażu do prokuratury i niespodziewana publikacja owych sławetnych zdjęć + koszmarnego filmiku, odebrały władzę szantażystom. W tej chwili Krzysztof Piesiewicz przechodzi przez piekło potwornego wstydu i upokorzenia, ale na całe szczęście - żyje. Należy się z tego cieszyć, bo historie szantażu, kończą się często tragicznie. Jeśli społeczeństwo mu nie wybaczy i odsunie ze sceny politycznej, to pozostała mu jeszcze adwokatura i talent scenarzysty. Wierzę, że nie wszyscy go opuszczą. Polityka jest zabawą dla ludzi bezwzględnych, o grubej skórze i bardzo wysokim poziomie samouwielbienia, a Krzysztof Piesiewicz (według mnie) nie posiada żadnej z wymienionych cech.

sobota, 7 listopada 2009

Ubytek w teorii Kopernika

Psie kupy na każdym kroku, to zmora moich spacerów. Wszelkie protesty na ten temat spotykają się z niezmiennym "o la boga, zwierząt nie kocha, a zwierzę też człowiek itd...", ale już fakt, że ja właśnie właścicieli nie znoszę, to nikomu do głowy nie przychodzi. Pies to trącał.

Jest też fajna nowina. Na mojej ulicy powyrywali betonowe, ohydne latarnie i wstawili nowe, podrabiane pod stare. Inne światło, inny klimat, zrobiło się bardzo nastrojowo.

W stolicy majsterkuje się teraz mnóstwo: nowe asfalty, poszerzania jezdni, nowe chodniki, boiska. Nie wiem czy zawsze wszystko ma sens, ale wiem, że świeżo zmienione chodniki są pofalowane od pierwszej chwili swego istnienia. Zastanawiam się czy nie warto by było nanieść poprawkę do teorii kopernikowskiej, bo patrząc na te warszawskie chodniki, wydaje się ona niekompletna.

czwartek, 15 października 2009

Logika i matematyka po polsku

Pracując w kiosku mam okazję napatrzeć się i nasłuchać różności, często trudnych do wytłumaczenia.

Zacznę od najtrywialniejszego spostrzeżenia: logika + matematyka dnia powszedniego w wersji polskiej zaprzecza ogólnie przyjętym na świecie regułom.

Przykład: klienci emeryci i renciści, kupujący regularnie Superexpress, Fakt, Nasz Dziennik i Trybunę Ludu, użalają się na permanentny brak pieniędzy (otrzymywane od państwa kwoty wahają się od 450 do 1100 złotych PLN). Większość z tych ludzi zajmuje mieszkania tzw czynszowe, a miesięczne płatności przewyższają znacznie wysokość rent i emerytur. Do tego dochodzi żywność, leki nierefundowane, podstawowe środki czystościowe, wymienione wyżej gazety, a do tego upasione, osowiałe psy, na ogół maści nieokreślonej. Dorzućmy witaminki i wizyty u weterynarza.

Innym przykładem są ludzie w wieku 19 - 50 lat, skarżący się na marne zarobki lub całkowity brak zatrudnienia, ale wydający przeciętnie 500 zł miesięcznie na papierosy, nie mówiąc już o 24 godzinnej aureoli oparów alkoholowych, których wycenić cyfrowo niestety nie potrafię. Połowa z nich zajeżdża brudnymi samochodami ( nigdy rowerem), panowie mają tatuaże i ogolone głowy, a panie fryzury a la Doda + tipsy a la Jola Rutowicz. Palą Vice Roy'e, LM i Red White'y.

Wśród stałych klientów jest kilka przypadków ekstremalnych: każdy utrzymujący się z renty lub marnej emerytury, u którego mieszka jakiś bezrobotny syn, albo samotna córka z jednym małym dzieckiem (lub więcej). Taka staruszka/szek, kuśtyka o lasce przez całą ulicę, żeby kupić swemu dziecku papieroski i batonik dla wnusia, a przy okazji poopowiadać, jaką to straszną kolejną noc przeżył/a, bo pijany synuś nie chciał jej wpuścić do mieszkania i tak przesiedział/a do rana na klatce schodowej. W reakcji na moją sugestię, że powinno się synusia wysłać do jakiejkolwiek roboty, a następnym razem nie marznąć na schodach tylko wezwać policję, usłyszałam, że to nie po katolicku.

niedziela, 23 sierpnia 2009

"Córka pani Heni" czyli profesor ma rację

Pani Henia, była dozorczyni, obecnie na emeryturze, opowiada mi przy każdym spotkaniu na ulicy, jak to jej córka nie może się po prostu opędzić od pracy. I ona (ta córka) nic nie robi tylko zmienia i zmienia. Z gorszej, zawsze na lepszą. I ledwo gdzieś pójdzie, to zaraz chce jej się czegoś innego, a wszyscy ją błagają, żeby nie odchodziła. Dawni szefowie wydzwaniają bez przerwy i pytają czy przypadkiem ona pracy nie szuka. Bo każdy by ją zaraz wziął (znaczy do pracy) i to na lepszych warunkach, co poprzednio. Pani Henia próbuje córce wytłumaczyć, że tak nie można, bo się tamta w końcu doigra i zostanie na lodzie, ale gdzie tam. Jak grochem o ścianę. O, teraz znowu zmieniła. W tamtej, ostatniej jest oficjalnie jeszcze na urlopie, ale tak po prawdzie, to już zaczęła w nowej firmie. Zaproponowali jej mniej odpowiedzialności, podwójną pensję, samochód służbowy i coś tam jeszcze, pani Henia nie pamiętała dokładnie. Aaa, zdaje się, że ten, że komórkę, taką ze wszystkimi tymi, no z tym, jak mu tam... Z majlem, z radiem, nawet, że zdjęcia robi takie, co widać od razu - jak w telewizji.

- A pani ciągle szuka? I co? I nic?

Ano właśnie. Szukam, nawet pół etatu. Szukam głównie tam, gdzie przydatna jest znajomość języka francuskiego i angielskiego w kontaktach z ludźmi. Wysłałam ponad 250 ofert w odpowiedzi na ogłoszenia prasowe i internetowe. Nie otrzymałam ani jednego zaproszenia na wstępne spotkanie. Cisza.

Pani Henia tylko wzruszyła ramionami i powiedziała dokładnie to samo, co profesor Janusz Czapiński postuluje w swoich naukowych hipotezach:

- Tak z ulicy? Pani, ja to bym kogoś nieznajomego nigdy nie wzięła do pracy. A ja wiem, co to za numer? Jeszcze człowieka oszuka i tyle. Pani, toż to trzeba najpierw kogoś znać, inaczej nie da rady.

czwartek, 21 maja 2009

Poprzeczka wyżej

Uwielbiam polskie poczucie humoru, wrażliwość ludzi, ciepłą serdeczność. Jeśli je spotkam.

Nie znoszę ogólnego bałaganu, generalnego braku profesjonalizmu, niesolidności, marnotrawstwa. Drażni mnie powszechne chamstwo i brak elementarnego pojęcia o podstawowych zasadach kultury kraju cywilizowanego: anarchia kierowców, społecznie akceptowane publiczne pijaństwo, przepychanki, przekleństwa, wulgarny język.

Dziwi mnie, że nasze Panie tak często akceptują u swoich partnerów arogancję, niechlujstwo i brak kindersztuby ( całowanie w rękę kobiet jest akurat najmniej chyba potrzebne, a wykonane nieumiejętnie, śmieszy lub wręcz żenuje). Spacerując ulicami obserwuję ładne, eleganckie kobiety, wpatrzone z nabożnym uwielbieniem w ostrzyżonego na zero osiłka o tępym wyrazie twarzy i popularnym przekleństwem na ustach. O co tu chodzi? Jaki taki byle jaki, byle by był?

Jasne, że nie wszyscy tacy są. Na szczęście. Nie ma jednak powodu do samozadowolenia, tylko trzeba popatrzeć krytyczniej wokół siebie. To od Was, Drogie Panie, matki, siostry, żony, koleżanki i kochanki zależy, czy Polaków znowu będzie można słusznie nazywać eleganckimi ułanami. Trzeba ich pogonić i wychować. W tej chwili poprzeczka jest ustawiona o wiele za nisko.
W skali od 1 do 10, za kulturę osobistą i wizerunek przyznaję 3 punkty facetom i 8 dla Pań.

środa, 22 kwietnia 2009

@@@@@@@@@@@...

W Pałacu Prezydenckim istnieje podobno duże zapotrzebowanie na alkoholowe małpeczki. Spacerując sobie po Warszawie można dostrzec z łatwością, że jest to zapotrzebowanie powszechne. Pozostawiane po parkach, trawnikach i bramach puste buteleczki wszelakiej maści wskazują na narodową metodę polepszania sobie nastroju. Pan Lech Kaczyński, jako sztandarowy, konserwatywny patriota, stara się zapewne podtrzymywać lojalnie polską tradycję. Zasługuje więc najwyżej na pochwałę, a nie na złośliwą i pełną brzydkich insynuacji, nagonkę medialną.
Nie zapominajmy, że małpeczki są u nas pod szczególną ochroną!

wtorek, 21 kwietnia 2009

ANDRZEJ ŻUŁAWSKI

ROZMOWA
Głupiejemy w oczach
- Co się panu podoba w Polsce?
- Że to Polska właśnie.

- A jest pan zadowolony z tego, jaka właśnie teraz jest?

- Proszę zwrócić uwagę, że te słowa padły u Wyspiańskiego w "Weselu", gdy Polski nie było w ogóle. A gdy Polska wreszcie się zjawia i jest, zaczyna się też katalog okropnych jej chorób, dolegliwości i nieszczęść. Wówczas łatwiej jest nie lubić, niż lubić.

- Myślę, że teraz jest więcej powodów, by nie lubić.

- Ale tak było zawsze.

- No dobrze, więc co pan lubi dziś, po 16 latach od solidarnościowej rewolucji?

- Nie chcę być pompatyczny, ale wciąż bardzo lubię historię Polski. Można się nią smucić, można się z nią wadzić, ale można też dzięki niej widzieć jeden z barwniejszych krajów na mapie świata. Jeżeli nie myśli się wyłącznie o sprawach doraźnych, ale ma się w głowie tę historię, to już jest jakiś punkt zaczepienia. Lubię też język polski. To jest bardzo interesujący język. Pod warunkiem że się nim włada. Jeden z naszych prezydentów miał z tym kłopot.

- Obecny też ma. Mówi na przykład "proszę panią".

- Żeby nie wspomnieć o "spieprzaj, dziadu". U polityka takie słowa to jest samobójczy strzał. Ale jeśli mówimy o sprawach, które można w Polsce lubić, to tak naprawdę nie ma tu jakiegoś osobliwego katalogu, czegoś, co Rosjanie nazywają "świętą Rosją". My nie mamy "świętej Polski", bo ona jest raczej dziwna, kulawa i grzesznawa.

- A czy taką osobliwością nie jest polska mentalność?

Przemysław Szubartowicz (cd kliknij)
Przegląd
1 grudnia 2005

sobota, 18 kwietnia 2009

Optymistyczna wiadomość

Pod kioskiem w którym pracuję pies zrobił to co pewnie musiał. Jego opiekunka pieczołowicie zebrała wszystko do plastikowej torebki, tłumacząc merdającemu radośnie, że nie było to może najtrafniejsze miejsce. W ciągu 3 lat, spotkałam jeszcze 5 podobnych sytuacji. To razem już 6. Zdecydowanie jest coraz lepiej.

czwartek, 5 marca 2009

Marzyciel ma swoje prawa

Za pośrednictwem "Google" spacerowałam sobie ostatnio po licznych forach i blogach związanych z tematyką emigracji i reemigracji polskiej. Ze względu na zbyt powierzchowne spojrzenie, nie mam jeszcze wyrobionego zdania, muszę dłużej i cierpliwiej poczytać, a jest tego sporo. Pierwsze wrażenie jest takie, że panuje w tym wszystkim onieśmielający chaos. Żeby nawiązać ciekawe kontakty wirtualne, trzeba wyselekcjonować kamienie tkz szlachetne z masy bezwartościowych śmieci. Nie mam żadnych pobudek komercyjnych, nie posiadam umiejętności informatycznych i posługuję się wyłącznie własną intuicją. Czytam i jeśli tekst mnie w jakikolwiek sposób uwiedzie - zostawiam komentarz. Z różnych życzliwych głosów wnioskuję, że jest to monotonny i naiwny system. Pewnie tak, ale to w ogóle nie ma być żaden system. Jest mi oczywiście niezwykle miło gdy ktoś decyduje się napisać komentarz na moim blogu. Wiadomo, że każdy kto "bloguje" liczy na odzew ze świata. Jednak po wstępnym zapoznaniu się z paroma "forami" i portalami, nie bardzo widzę swoja małą szalupkę wśród wojennych okrętów i wytrawnych rekinów. Syndrom "Dziewczynki z Zapałkami"? Może trochę, bo zapałki rzeczywiście sprzedaję, ale zapalniczki też, wiec nie jest tak źle:))

Zobaczymy, co będzie jutro, ale dzisiaj pragnę jedynie bardzo serdecznie podziękować tym wszystkim, którzy mnie do tej pory czytają i komentują. Róbcie tak dalej!:)