sobota, 7 listopada 2009

Ubytek w teorii Kopernika

Psie kupy na każdym kroku, to zmora moich spacerów. Wszelkie protesty na ten temat spotykają się z niezmiennym "o la boga, zwierząt nie kocha, a zwierzę też człowiek itd...", ale już fakt, że ja właśnie właścicieli nie znoszę, to nikomu do głowy nie przychodzi. Pies to trącał.

Jest też fajna nowina. Na mojej ulicy powyrywali betonowe, ohydne latarnie i wstawili nowe, podrabiane pod stare. Inne światło, inny klimat, zrobiło się bardzo nastrojowo.

W stolicy majsterkuje się teraz mnóstwo: nowe asfalty, poszerzania jezdni, nowe chodniki, boiska. Nie wiem czy zawsze wszystko ma sens, ale wiem, że świeżo zmienione chodniki są pofalowane od pierwszej chwili swego istnienia. Zastanawiam się czy nie warto by było nanieść poprawkę do teorii kopernikowskiej, bo patrząc na te warszawskie chodniki, wydaje się ona niekompletna.

środa, 28 października 2009

Samo życie

Ojciec w szpitalu. Mama chora, leży w domu nafaszerowana antybiotykami. Załatwiam co mogę, nawiguję między zakupami, pracą w kiosku, domem swoim i domem Rodziców, i na tym czas mi obecnie upływa. Rozrywkowego trybu życia nie prowadzę, ale cieszę się, że jestem na miejscu i że mogę jakoś pomóc. Pewnie daliby sobie radę beze mnie, ale byłoby ciężko. I raczej smutno, bo na dodatek tutejsza pogoda optymizmem nie napawa.

sobota, 17 października 2009

Huragan Hugo - 20 rocznica

Przyznaję, że przegapiło mi się - we wrześniu minęło 20 lat od Huraganu Hugo, który przeszedł sobie przez Południową Karolinę w czasie mojego tam żywota. Udało mi się znaleźć w internecie coś na kształt bloga ze wspomnieniami i zdjęciami z tamtego zdarzenia: Hugo - South Carolina

czwartek, 15 października 2009

Logika i matematyka po polsku

Pracując w kiosku mam okazję napatrzeć się i nasłuchać różności, często trudnych do wytłumaczenia.

Zacznę od najtrywialniejszego spostrzeżenia: logika + matematyka dnia powszedniego w wersji polskiej zaprzecza ogólnie przyjętym na świecie regułom.

Przykład: klienci emeryci i renciści, kupujący regularnie Superexpress, Fakt, Nasz Dziennik i Trybunę Ludu, użalają się na permanentny brak pieniędzy (otrzymywane od państwa kwoty wahają się od 450 do 1100 złotych PLN). Większość z tych ludzi zajmuje mieszkania tzw czynszowe, a miesięczne płatności przewyższają znacznie wysokość rent i emerytur. Do tego dochodzi żywność, leki nierefundowane, podstawowe środki czystościowe, wymienione wyżej gazety, a do tego upasione, osowiałe psy, na ogół maści nieokreślonej. Dorzućmy witaminki i wizyty u weterynarza.

Innym przykładem są ludzie w wieku 19 - 50 lat, skarżący się na marne zarobki lub całkowity brak zatrudnienia, ale wydający przeciętnie 500 zł miesięcznie na papierosy, nie mówiąc już o 24 godzinnej aureoli oparów alkoholowych, których wycenić cyfrowo niestety nie potrafię. Połowa z nich zajeżdża brudnymi samochodami ( nigdy rowerem), panowie mają tatuaże i ogolone głowy, a panie fryzury a la Doda + tipsy a la Jola Rutowicz. Palą Vice Roy'e, LM i Red White'y.

Wśród stałych klientów jest kilka przypadków ekstremalnych: każdy utrzymujący się z renty lub marnej emerytury, u którego mieszka jakiś bezrobotny syn, albo samotna córka z jednym małym dzieckiem (lub więcej). Taka staruszka/szek, kuśtyka o lasce przez całą ulicę, żeby kupić swemu dziecku papieroski i batonik dla wnusia, a przy okazji poopowiadać, jaką to straszną kolejną noc przeżył/a, bo pijany synuś nie chciał jej wpuścić do mieszkania i tak przesiedział/a do rana na klatce schodowej. W reakcji na moją sugestię, że powinno się synusia wysłać do jakiejkolwiek roboty, a następnym razem nie marznąć na schodach tylko wezwać policję, usłyszałam, że to nie po katolicku.

piątek, 9 października 2009

Bilans powrotu

Pora właściwie nijaka, bo to 3 lata + kilka miesięcy minęły od mojego powrotu do Polski.

Minusy? Straty finansowe, brak godziwie wynagrodzonej pracy, trudności w oswojeniu się z tutejszą mentalnością i ogólnym trendem pod hasłem "walka o byt" w kontraście do społeczeństw szwajcarskiego i amerykańskiego, gdzie hasłem jest raczej "jakość życia".

Czy warto było więc wracać?
Warto było, dla plusów: mieszkam teraz blisko rodziców, którzy powolutku wkraczają w wiek zaawansowany, a z braku rodzeństwa, na mnie spada pewna odpowiedzialność w sposób całkowicie naturalny (rozpatrywana na wszystkie sposoby wersja przeniesienia się obojga rodziców do mnie, okazała się niemożliwa, z różnych powodów.) Mam też swoje własne, małe mieszkanie w starej, przedwojennej kamienicy, które bardzo lubię. Polska kultura i sztuka, nasze specyficzne poczucie humoru, spontaniczność ludzi - to kolejne "plusy dodatnie", które umilają mi prozaiczne trudności i rekompensują komfort, porządek, spokój i poczucie bezpieczeństwa pozostawione już daleko w tyle.

Mój styl życia uległ znaczącej zmianie. Nie jadam w restauracjach, nie posiadam samochodu, noszę ubrania wyszukane w "ciuch landach", nie podróżuję. Mam dużo wolnego czasu i możliwość udzielania się społecznie, w czym upatruję istotną wartość, obecnie jakby powszechnie lekceważoną.

cdn

niedziela, 27 września 2009

Helvetio, zaskoczyłaś mnie

Roman Polański został zatrzymany w Szwajcarii, za rzekomy gwałt na 13 - letniej dziewczynce (problematyczny werdykt amerykańskiego sądu sprzed 31 lat).

Neutralna i liberalna Szwajcaria, podejmująca tak drastyczne kroki w niezwykle kontrowersyjnej sprawie - tego nie spodziewałem się zupełnie. Głupota proceduralna czy może jakieś inne, głębsze dno?

Trzeba się uzbroić w cierpliwość.

niedziela, 23 sierpnia 2009

"Córka pani Heni" czyli profesor ma rację

Pani Henia, była dozorczyni, obecnie na emeryturze, opowiada mi przy każdym spotkaniu na ulicy, jak to jej córka nie może się po prostu opędzić od pracy. I ona (ta córka) nic nie robi tylko zmienia i zmienia. Z gorszej, zawsze na lepszą. I ledwo gdzieś pójdzie, to zaraz chce jej się czegoś innego, a wszyscy ją błagają, żeby nie odchodziła. Dawni szefowie wydzwaniają bez przerwy i pytają czy przypadkiem ona pracy nie szuka. Bo każdy by ją zaraz wziął (znaczy do pracy) i to na lepszych warunkach, co poprzednio. Pani Henia próbuje córce wytłumaczyć, że tak nie można, bo się tamta w końcu doigra i zostanie na lodzie, ale gdzie tam. Jak grochem o ścianę. O, teraz znowu zmieniła. W tamtej, ostatniej jest oficjalnie jeszcze na urlopie, ale tak po prawdzie, to już zaczęła w nowej firmie. Zaproponowali jej mniej odpowiedzialności, podwójną pensję, samochód służbowy i coś tam jeszcze, pani Henia nie pamiętała dokładnie. Aaa, zdaje się, że ten, że komórkę, taką ze wszystkimi tymi, no z tym, jak mu tam... Z majlem, z radiem, nawet, że zdjęcia robi takie, co widać od razu - jak w telewizji.

- A pani ciągle szuka? I co? I nic?

Ano właśnie. Szukam, nawet pół etatu. Szukam głównie tam, gdzie przydatna jest znajomść języka francuskiego i angielskiego w kontaktach z ludzmi. Wysłalam ponad 250 ofert w odpowiedzi na ogłoszenia prasowe i internetowe. Nie otrzymalam ani jednego zaproszenia na wstępne spotkanie. Cisza.

Pani Henia tylko wzruszyła ramionami i powiedziała dokładnie to samo, co profesor Janusz Czapiński postuluje w swoich naukowych hipotezach:

- Tak z ulicy? Pani, ja to bym kogoś nieznajomego nigdy nie wzięła do pracy. A ja wiem, co to za numer? Jeszcze człowieka oszuka i tyle. Pani, toż to trzeba najpierw kogoś znać, inaczej nie da rady.