sobota, 24 grudnia 2011

Coś za coś

Jedynie w wieczór wigilijny mój idiotyczny powrót z emigracji nabiera jakiegoś konkretnego sensu. Zasiadam z rodzicami do skromnej kolacji podtrzymanej w tradycyjnym duchu i smaku.

Oni, z każdym rokiem powolniejsi, słabiej słyszący, częściej wszystko zapominający. Ja, smutna, pozbawiona jakiegokolwiek entuzjazmu, coraz bardziej zrezygnowana.

Dziś nie będę myślała o niepowodzeniach, ani o strachu przed przyszłością (jeśli takowa mnie czeka), ale postaram się być pogodna. Spróbuję nacieszyć się chwilą, bo jak mówi jeden z moich przyjaciół internautów: lepszych dni może już nie być.


środa, 30 listopada 2011

Przygoda w Urzędzie Pracy

Zaczęło się w sierpniu tego roku. Artykuły w gazetach i opis na stronie internetowej urzędu wskazują, że bezrobotny ma obecnie multum możliwości i otrzymuje niebywałe wsparcie od kompetentnych i życzliwych mu urzędników. Przez pięć lat starałam się ambitnie dawać sobie radę sama, ale tego lata podłamałam się lekko i za namową znajomych zgłosiłam się do stołecznego urzędu. Nie chodziło mi o pieniądze, ale o to cholerne ubezpieczenie zdrowotne oraz "wsparcie kompetentnych urzędników."
- Może ktoś mi jednak pomoże i wskaże w sposób profesjonalny i obiektywny, co ja ciągle robię źle? - pomyślałam i pojechałam się zarejestrować.
 CDN...
Całe doświadczenie jest raczej mało budujące. Większość klientów (nie wszyscy) zrobiła na mnie wrażenie stałych bywalców, zalatujących browarem bez względu na porę dnia. Urzędnicy zachowują się jakby byli specjalnie szkoleni w zniechęcaniu ludzi do siebie i całej placówki. Panująca atmosfera zalutuje wrogością i nieufnością. Ubikacja jest jedna dla wszystkich i wzywa o pomstę do nieba. Jeśli tylko można, to radzę omijać szerokim kołem. Na wsparcie nie ma co liczyć i wychodzi człowiek bardziej przygnębiony niż przyszedł. Nie polecam.

poniedziałek, 3 października 2011

Program Loterii Wizowej DV

Polska znowu bierze udział w Loterii Wizowej!

(...) Otwarcie Programu Loterii Wizowej DV-2013 nastąpi w południe wschodnioamerykańskiego czasu letniego EDT (GMT-4) 4 października 2011 (wtorek), a jego zamknięcie w południe EDT 5 listopada (sobota).  Podczas okresu rejestracyjnego, trwającego 32 dni kalendarzowe, zgłoszenia muszą być złożone drogą elektroniczną za pośrednictwem elektronicznego formularza (E-DV) dostępnego w okresie rejestracyjnym na stronie http://www.dvlottery.state.gov. Zgłoszenia przesyłane w formie pisemnej nie będą akceptowane. Odradzamy czekanie z wysłaniem zgłoszenia do ostatniego tygodnia okresu rejestracyjnego.  Zwiększony napływ zgłoszeń może spowodować opóźnienia w funkcjonowaniu strony internetowej. Gdy 5 listopada 2011 r. minie południe żadne zgłoszenia nie będą przyjmowane.(...)*

*fragment oficjalnej informacji zamieszczonej na stronie Ambasady Amerykańskiej w Warszawie:
http://polish.poland.usembassy.gov/loteria_wizowa_dv.htlm

piątek, 9 września 2011

wtorek, 9 sierpnia 2011

Nie lubię podróżować

Większość ludzi z którymi się zetknąłem marzy o podróżach. Oni są otwarci na świat, na ludzi, a w ogóle "podróże uczą" itp., itd.

Dla mnie każda "podróż" to był zawsze mniejszy lub większy stres, a teraz, w miarę starzenia się, jest tylko coraz gorzej.

Nie znoszę pakowania - najchętniej podróżowałbym jedynie z paszportem i kartą kredytową.

W samolocie jest mi niedobrze, o jakiejkolwiek łajbie lepiej nie mówmy, w samochodzie czuję się jak w metalowej puszce i jedynie pociąg mi odpowiada, a taki najlepiej nadaje się na wypad do Koluszek.

Lipiec i sierpień oraz okres Nowego Roku są dla mnie nie do zaakceptowania ze względu na atakujące zewsząd tłumy. Koszmar.

Dobija mnie konieczność planowania wszelkich wypraw na konkretny czas. Gdy taki nadchodzi, ja już mam ochotę na coś zupełnie innego. Najbardziej cieszą mnie pomysły spontaniczne.

Nienawidzę tradycyjnego zwiedzania i męczy mnie powierzchowna gonitwa po wszystkich takich, co "koniecznie trzeba zobaczyć". G.... mnie to obchodzi.

Lubię się szwendać, odkrywać, poznawać i mieć czas. Czas na obserwację, na smak i zapachy. Lubię pauzy i przystanki, żeby się móc nacieszyć. Uwielbiam chwile estetycznej sytości i słodkiego rozleniwienia.

Gdy podoba mi się w jakimś miejscu, chciałbym tam zostać i pomieszkać przez jakiś czas.
Nie cierpię pośpiechu. Nie cierpię hałasu. Nie cierpię zabawy na siłę.

Pomyśleć, zamknąć oczy i ...już tam być. Tak by mi  pasowało.


poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Pokornie zaakceptować

Dzisiaj jest święto narodowe Szwajcarii. Przypomniała mi się moja tam samotność i zastanawiam się, czy nie będąc Szwajcarem od pokoleń można się u nich w pełni odnaleźć? Maleńki, ale jakże specyficzny naród.

Wracając do obecnej rzeczywistości, dziękuję Łukaszowi za ten link:
http://wyborcza.pl/1,75480,9960378,Dorabiam__nie_narzekam.html

Artykuł napisany jest z pewną pogodą ducha, ale mnie jakoś nie do śmiechu. Trudno mi zaakceptować to wszystko. Prawdopodobnie za długo siedziałem na emigracji. Albo niepotrzebnie wróciłem.

 http://wyborcza.pl/1,75478,9276717,Niechciani_na_rynku_pracy.html

niedziela, 10 lipca 2011

Potrzebna szkoła cwaniactwa i oszustwa dla uczciwych

Zeszłego tygodnia, w programie telewizyjnym Tomasza Sekielskiego ("Czarno na białym") dziennikarze tvn24 zdemaskowali kobietę, która przez lata zajmowała się terapią pacjentów psychiatrycznych oraz szkoleniami  lekarzy, będąc na stałym kontrakcie w Instytucie Neurologicznym  (Warszawa, ulica Sobieskiego.) Legitymowała się dyplomem AWF, który okazał się (dzięki inwestygacji reporterów) falsyfikatem. Kobieta nie studiowała tam ani pół godziny, numer i dane dyplomu należały w rzeczywistości do jakiegoś mężczyzny.

Skonfrontowana dyrekcja Instytutu nie poczuwała się do jakiejkolwiek odpowiedzialności twierdząc, że pani robiła przyzwoite wrażenie, a oni nie mają obowiązku sprawdzać autentyczności przedstawionych dokumentów. I tak oto pani zarabiała przez lata krocie współpracując z mężem lekarzem, który twierdził przed kamerami, że "o niczym nie wiedział".W rezultacie kobieta sama podała się do dymisji, a dyrektorka oświadczyła jedynie, że "oni jej decyzje zaakceptowali". No i co ty nie powiesz...

W Polsce jest tyle aberracji w panującym ogólnie systemie, że pewnie pokiwałbym tylko głową z dezaprobatą gdyby nie ... ano właśnie. Po powrocie do Polski byłem również w tym instytucie w poszukiwaniu kontaktów zawodowych i ewentualnej pracy. Rozmawiałem z kilkoma osobami, które zadziwione moją decyzją powrotu z emigracji, piały z zachwytu jak to "cudownie, jak to wspaniale, bo przecież tyle mam do zaoferowania." Wysłałem swoje CV i kopie dokumentów i pies z kulawą nogą mi nie odpisał. Na mój telefon, zniecierpliwiony głos kobiecy warknął, że chwilowo nic dla mnie nie mają. Znajoma zasugerowała, że mój życiorys i dyplom mógł się im wydać zbyt piękny, a przez to nieprawdziwy. Coś takiego...

Są kraje, w których taka pani i jej  małżonek poszliby do mamra na parę dobrych lat. W Polsce nikogo to chyba nawet nie zdziwiło. Tylko we mnie krew wściekle zawrzała, bo mając kompetencje, doświadczenie i PRAWDZIWY dyplom z neuropsychologii, muszę pracować w kiosku z gazetami, żeby mieć prawo do ubezpieczenia zdrowotnego. A jakaś utleniona pipa prowadzi zajęcia terapeutyczne i szkoleniowe legitymując się fałszywym dyplomem AWFu. Jaki z tego wniosek? Uczciwie, grzecznie, poprawnie nigdzie nie zajedziesz. Jeśli naturalnie tego nie posiadasz, to ucz się bezczelności, oszustwa i cwaniactwa.
Albo zapisz się do liczącej się partii politycznej i bądź BMW. Innych kompetencji nie potrzebujesz.

środa, 6 lipca 2011

Legalne złodziejstwo

Są kraje gdzie rząd i urzędnicy państwowi starają się od dawna ułatwić codzienne życie obywateli, bo uznają wedle panujących tam zasad, że ich rolą jest ochrona i wspomaganie, a nie odwrotnie. W takich krajach służba społeczna czy służba zdrowia mają odwrotny sens do panującego u nas. W Polsce bowiem okradanie zwykłego obywatela przez urzędnicze władze jest całkowicie legalne. O co mi chodzi? Oczywiście o kiosk.

Właściciele postawili go 18 lat temu po półrocznym użeraniu się z urzędami. Kiosk prosperował, nikomu nie przeszkadzał, okoliczni klienci byli zadowoleni.  W marcu 2010 weszła w życie nowa ustawa wedle której kiosk nie spełniał już dwóch warunków: stał na "nieistotnym" (?) skrzyżowaniu i nie posiadał w sąsiedztwie żadnego przystanka komunikacji miejskiej. Był natomiast przydatny dla ludzi, którzy z niego chętnie korzystali, ale taki warunek nie był przez ustawodawców brany pod uwagę. Na mocy wyżej wymienionej ustawy właściciele otrzymali zwrot wcześniej pobranej kaucji (cóż za skrupulatna uczciwość) wraz z decyzją o nieprzedłużeniu pozwolenia na dzierżawę 11 m2. Kiosk będący ich własnością muszą zlikwidować do końca 2011 roku, kropka.

Otrzymanie pozwolenia na postawienie kiosku w innym, możliwie "handlowym" miejscu graniczy obecnie z cudem, a poza tym, sponiewierana przez lata zaborów i niewolnictwa mentalność nie rozumie, że przez 18 lat działalności handlowej, właściciele kiosku stworzyli w tym konkretnym miejscu BIZNES. Gdyby chcieli komuś sprzedać swój kiosk, otrzymaliby łatwo 30 - 35 tysięcy złotych. Bez prawa do dzierżawy otrzymają za sam kiosk najwyżej 3 tysiące, czyli dziesięć razy mniej. Prawdziwa uczciwość nakazuje, aby im te pieniądze zapłacić, albo zostawić w spokoju i nową ustawę stosować wobec nowo powstających placówek.

I ładnie to tak okradać własnego obywatela? A fe.

środa, 29 czerwca 2011

Nie mam ubezpieczenia

Wraz z likwidacją kiosku kończy mi się zatrudnienie, a wraz z nim - ubezpieczenie. Udam się do Urzędu Pracy ( już się cieszę), aby się zarejestrować i dowiedzieć, co mam teraz robić? Pracowałem na 1/4 etatu, bo na więcej moich pracodawców nie było stać. Taki wymiar godzin nie upoważnia do jakichkolwiek roszczeń (nie chcę nic za darmo!), ale daje prawo do ubezpieczenia zdrowotnego przez NFZ. Jeśli nie znajdę pracy w najbliższym czasie, to nie pozostaje mi nic innego, jak ponowna emigracja. Na założenie własnej działalności gospodarczej nie mam pieniędzy, a spieniężenie mieszkania wydaje mi się idiotyzmem. Gdybym otworzył gabinet psychologiczny w domu, musiałbym opłacać miesięcznie ZUS w wysokości 900.-PLN. Jako osoba anonimowa medialnie, nie mam żadnych szans na klientelę i to w szczególności w społeczeństwie, które od wizyty u psychologa preferuje modlitwę i konfesjonał. Ktoś kiedyś inteligentnie zauważył, że w Polsce najkorzystniej jest założyć kościół, albo budkę z piwem. Co mi radzicie?

środa, 18 maja 2011

A może postawić namiot?

Jedna z klientek zasugerowała, żeby postawić w miejscu kiosku namiot i dalej sobie działać. Podobno na namiot żadne pozwolenia nie są potrzebne. Namiot nie podlega prawu, zarządzeniom, ustawom. Namiot jest niedotykalny i każdy sobie może go ustawić w dowolnym miejscu.

Zastanawiam się tylko w jakim kolorze?

piątek, 6 maja 2011

Kolejny koniec

Pracuję jeszcze do końca czerwca, a potem koniec kiosku. Likwidacja. Planuję sam coś otworzyć, a przy okazji szukam pracy. JAKOŚ to będzie.

Jeśli siedzicie teraz za granicą i macie przyzwoitą pracę oraz dobre warunki do życia, to zastanówcie się dobrze, zanim zdecydujecie się na powrót do Ojczyzny. Trzeba się też solidnie przestawić mentalnie i mieć bardzo konkretny powód i cel od samego początku.  Nie mówię o szczęściu, bo tego zaznać można zarówno wszędzie jak i nigdzie. Mam na myśli zwykłe, codzienne życie i wszelkie trudności z tym związane.

Bez odpowiednich kontaktów, pieniędzy, bezczelności oraz dużej dozy cierpliwości, może być Wam bardzo trudno po powrocie.

Ja miałem i ciągle mam powód, z celem jest już nieco gorzej...

Wam życzę powodzenia.

I to by było na tyle.

niedziela, 10 kwietnia 2011

Ministerstwo infrastruktury zajmuje się wszystkim czyli niczym

Nici z mojego planu przejęcia kiosku, w którym pracuję. Ministerstwo infrastruktury odebrało zezwolenie na dalszą dzierżawę miejsca wielkości 11 m kwadratowych, ponieważ "znajduje się na zbyt mało ruchliwym skrzyżowaniu." Nie rozumiem. Kiosk prosperuje od 15 lat, okoliczni mieszkańcy korzystają zeń regularnie, cisza, spokój. Dlaczego raptem? Proponuje, żeby pan minister Grabarczyk zajął się się w końcu budową polskich dróg oraz uporządkował burdel w Polskich Kolejach Państwowych, a nie gonił swoich urzędników do zajmowania się małostkowymi detalami i odbieraniem skromnym ludziom możliwości do uczciwej pracy.
Odbiło wam czy co?

wtorek, 22 marca 2011

EGO, to diabelskie nasienie

Do refleksji:

najgorsze pomyłki rodzą się z obawy przed ośmieszeniem.


Konkluzja?

niedziela, 13 marca 2011

Nie mają na chleb

Rzuciłem pracę niewolnika wyższego szczebla z mocnym postanowieniem założenia własnej działalności gospodarczej. Grą wstępną jest powrót do pracy kioskarza i próba postawienia na nogi walącego się coraz bardziej interesu. Moi byli ( i obecni) szefowie będą rezygnować z racji wieku i pomyślałem, że mógłbym przejąć ich kiosk. Prognozy nie są najlepsze. Usytuowanie starej budziny jest całkiem sympatyczne, ale handlowo marne. Pozmieniałem dostawców, staram się o wyższą marżę na prasę. Klienci to na ogół mieszkańcy okolicznych kamienic, w większości emeryci i trochę młodych rodziców.

Wymienię poczerniałą markizę, wypucuję szyby i ścianki. Jeśli do lata obroty się nie powiększą pomyślę o czymś innym. Po głowie mi chodzi a) komis typu "Vintage" z niebanalnymi ciuchami, meblami itp...b) biuro matrymonialne c) budka z piwem. Chciałem kiosk przerobić na budkę z piwem, ale nie dostanę akcyzy, bo w pobliżu jest kościół i szkoła. Szkoda. Z tego co widzę, naród groszem nie śmierdzi, ale na procenty alkoholowo-nikotynowe zawsze coś wygrzebie.

Najtańsza paczka papierosów u mnie kosztuje 8,70. Rzekomi bezrobotni palą średnio 1-2 paczki dziennie, a ponieważ muszą jakoś utopić swoje zmartwienia, dołóżmy im dychę na płyny i robi się ponad sześć stów miesięcznie. Na chleb już nie zostaje nic, faktycznie.

czwartek, 24 lutego 2011

Wspomnienie o filmie

Poprzedni temat przypomniał mi pewien stary już film, który zrobił na mnie w owym czasie duże wrażenie. To jest film o niezwykle specyficznym klimacie. Wnętrza, sceneria i muzyka stanowią tu podstawę. Opowiadana historia jest według mnie jedynie pretekstem. Od tamtej pory poszukuję opuszczonej latarni morskiej do zamieszkania. Bezskutecznie...

 http://www.dailymotion.pl/video/xa50gr_diva-aria-la-wally-hq-snoopadjust_shortfilms

sobota, 22 stycznia 2011

Babcia

Mówiła często, że trzeba mieć czas na nic nierobienie. Mówiła, że istotą teatru jest prawda. Pamiętam jej ironiczne powiedzonka typu: "co ja temu człowiekowi zrobiłam dobrego, że on mnie tak nienawidzi?" Dzień Babci skwitowałaby złośliwą uwagą.
Cholernie mi Jej brak.

piątek, 21 stycznia 2011

sobota, 15 stycznia 2011

Różnica

Zasadnicza różnica pomiędzy szwajcarskim i polskim kierowcą jest taka, że kierowca szwajcarski na widok pasa dla pieszych automatycznie zwalnia i zatrzymuje się, a polski kierowca dodaje gazu.

W Szwajcarii i w Stanach Zjednoczonych nie wszyscy kochają swoją pracę, podobnie jak w Polsce. Robi jednak wrażenie, że w znakomitej większości ludziom na niej zależy, że ją szanują i doceniają. U nas to znakomita mniejszość. Dlaczego?

Wyodrębniłem sobie kilka grup pracujących:
- starają się i im wychodzi (grupa idealna)
- nie starają i samo im wychodzi (wyjątki którym zazdroszczę)
- starają się, ale im kiepsko wychodzi
- nie starają i kiepsko im idzie (powinni być wyrzuceni na zbity pysk, ale ciągle są i nic)

Mroczna mentalność PRL u jeszcze ciągle drzemie w narodzie i jest najwidoczniej dziedziczona z pokolenia na pokolenie, bo jej objawy spotykam na każdym kroku w instytucjach państwowych, ale co najdziwniejsze - w prywatnych również, takich np. jak banki, sklepy, usługi. Z moich osobistych doświadczeń wynika, że najbardziej zatruta jest tą ohydną mentalnością Warszawa. Nasza prowincja bywa elegantsza, bardziej zadbana i sympatyczna. Tam właśnie wyjadę w poszukiwaniu lepszej jakości życia. Lepszej jakości zwykłego, szarego dnia.

czwartek, 13 stycznia 2011

Pułapka dla marzycieli

Jestem marzycielem i chciałbym zarabiać krocie pracując godzinę dziennie w domu, ale nie jestem w stanie nabrać się aż do tego stopnia: http://domowysystemzarabiania.pl/

Myślę, że sprzedając swoje wypociny, autor faktycznie SAM zarabia na naiwnych, ale na tym koniec.

Jeśli ktoś zna adres gdzie można sobie znaleźć pracę tzw chałupniczą, będę wdzięczny za adres, bo w taki właśnie system skromnego zarobku "z domu" akurat wierzę.

http://jakzarabiacwnecie.blogspot.com/

niedziela, 9 stycznia 2011

Co nowego?

Tym wszystkim, którzy interesują się w jakimkolwiek stopniu emigracją lub powrotem z niej polecam POWROTNIK. Łukasz stworzył ciekawe miejsce wirtualnych spotkań, gdzie można opublikować swoje wrażenia, podzielić się doświadczeniami, podyskutować, zadać pytanie... Rozsiani po świecie, w różnym wieku i z bardzo różnymi bagażami, wracamy (?) do Polski, aby zostać lub znowu wyjechać i już (nigdy?) nie powrócić.

Spotkajmy się. Pogadajmy. Spróbujmy sobie udowodnić, że potrafimy jednak dyskutować konstruktywnie, bez tradycyjnej pyskówy i wylewania na siebie zawistnej żółci. Zajrzyjcie do POWROTNIKA, polecam!