poniedziałek, 4 stycznia 2010

Romeo ze zmarzniętym nosem

Była godzina 15:08. Po ośnieżonym chodniku szedł chłopak z plecakiem i obwiązaną papierem paczką w kształcie karabinu maszynowego. Zatrzymał się przed kioskiem.

- Tak, słucham?
- Dzień dobry. Mam wielką prośbę. Potrzebuję pomocy. Dzisiaj są urodziny mojej dziewczyny.
- ......?
- Chcę jej zrobić niespodziankę ( zaczerwienione z zimna dłonie uwalniają z papieru karabin maszynowy i przed okienkiem ukazuje się ogromny bukiet ciemnoczerwonych róż ). Ona tu przyjdzie za parę minut i proszę jej wtedy wręczyć to...dobrze?
- Ona tu przyjdzie? A jak ja mam ją niby rozpoznać?
- Powie, że nazywa się Zosia.
- A co ja mam powiedzieć?
- Nic, tylko dać jej różę.
- Mam jej przekazać, że pan tu był?
- Nie, nie - (do łodyżki zostaje przymocowany biały bilecik).
- A co mam zrobić jeśli ona nie przyjdzie?
Wzrok z nad bukietu pochmurnieje:
- No, to będzie bardzo niefajnie.
- .....
- Ale spoko, jakby co, to ja będę wiedział, że nie przyszła.
Chowam różę za kontuarem.
- Bardzo dziękuję! - zakochany Romeo znika pędem za rogiem ulicy.

Po pół godzinie przed okienkiem pojawia się Ona. Ma około 17 lat, jest śliczna i tuli w ramionach kolczaste łodyżki.
- Wszystkiego najlepszego - mówię podając jej kwiat.
Odpowiada mi promiennym uśmiechem i odbiega pośpiesznie z telefonem przy uchu, śledząc uważnie dalsze instrukcje...

- Gówniateria, z gołymi głowami w taki mróz - zrzędzę upierdliwie, jak staremu idiocie przystało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz