niedziela, 5 grudnia 2010

Zniszczyć człowieka z inicjatywą

Jak już pisałem, otworzyć w Polsce swój własny biznes oznacza administracyjną drogę przez mękę. Tego, który wytrwał, czeka cała masa zasadzek i trudności, o których zapewne warto kiedyś napisać.

Dziś pójdziemy na skróty i założymy, że dzielny KTOŚ przetrzymał, otworzył, działa i przychodzi dlań moment zapłaty podatku. Jeśli po odliczeniu kosztów pozostanie mu dochód w wysokości 1000.-PLN, to po odjęciu 18% podatku dochodowego oraz 22% VAT, KTOŚ ma na życie 600.-PLN.

W normalnym demokratycznym systemie stworzonym DLA ludzi, istnieje minimum WITALNE, zaadaptowane do bieżącej rzeczywistości, które od podatku jest zwolnione. W Polsce taka suma zwolniona od podatku wynosi około 4000.- PLN rocznie czyli 333.- PLN miesięcznie. Rozumiem zatem, że minimum witalne nie zostało nigdy realistycznie określone, a sumę 4000,- ściągnięto przypadkowo z księżyca.

Pragnę zauważyć, że tak bezmyślnie wyliczoną daniną podatkową zabija się w obywatelach chęć do uczciwej pracy i pośrednio zmusza ludzi do wątpliwych kombinacji. Młodzi, obserwując, wyciągają wniosek, że kto uczciwy ten frajer, albo zwyczajnie - idiota.

P.S. Trochę na temat, choć nie całkiem, ale za to bardzo dobre:

www.kontrowersje.net/tresc/studia_kursy_nauka_edukacja

sobota, 27 listopada 2010

Własny interes

Chciałem (bardzo) pracować i zarabiać. Pracuję i zarabiam i zastanawiam się nad tym, jaki moje życie ma sens? Każdego wieczora, gdy wracam do domu mam już tylko tyle energii, żeby nastawić pranie, wyprasować koszulę, zjeść kolację, wykąpać się i oglądając wiadomości - zasnąć. I tak jest dzień w dzień.

W weekendy najczęściej sprzątam, robię większe zakupy. Idę na spacer do parku, albo się snuję ulicami, żeby rozruszać kości.

Żeby pozałatwiać sprawy administracyjne lub zdrowotne muszę brać wolne z puli urlopowej - fajne wakacje.

Znam realia i wiem, że i tak mam wyjątkowo dobrze. Nie muszę się martwić o dzieci, ich zdrowie, wykształcenie, wikt i opierunek. Mieszkam sam, zacisznie i wygodnie i nikt się nade mną w domu nie wytrząsa, ani mi nie truje. A jednak bezczelnie chcę więcej. Konkretnie - chcę się cieszyć życiem, a nie znosić je jak karę.

Postanowiłem, że prestiż i wygodną pensję zamienię na skromny, ale własny interes. W Polsce wiąże się to z istną gehenną urzędniczo-administracyjną, bo wbrew temu co dotychczasowe rządy wygadują, każda prywatna inicjatywa jest w naszym kraju narażona na śmierć jeszcze przed narodzeniem (a tak się niby przeklina prawo do aborcji, he he.) Pobawię się jednak w kamikaze i spróbuję.

Korci mnie handel detaliczny, bo kioskowe przygody bardzo mi przypadły do gustu.

Pomyślę, a jak wymyślę, to Wam wszystko opowiem. Hej!