Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksyjnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksyjnie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 listopada 2015

Ja też byłam uchodźcą

Wyjechałam z Polski w styczniu 1979, oficjalnie z krótką wizytą rodzinną, a w rzeczywistości w pogoni za wolnością i za szansą na bezpieczne i dostatnie życie. Nie było mi łatwo (komu jest?), ale przyjęto mnie życzliwie, ze zrozumieniem i chęcią pomocy. Nie wszyscy, ale większość. Stali się moją rodziną zastępczą. Do śmierci będę im wdzięczna za wsparcie jakie otrzymałam. Dzisiejsi uchodźcy przechodzą piekło o jakim mnie się nawet nie śniło. Tekst Bartłomieja Sienkiewicza jest napisany z elegancką prostotą, bez zbędnych przerysowań i wykrzykników. Dramat ludzkości współczesnego świata rozgrywający się tuż przed naszymi oczami.

(...)Płaskie krajobrazy, wygodna autostrada, charakterystyczne obłoki na niebie zwiastujące nieodległą obecność morza. Do Eurotunelu pod kanałem La Manche zostało nam jakieś pół godziny. Mój towarzysz podróży przysypiał, gdy obudził go mój okrzyk – właśnie z prędkością 120 km na godzinę przemknęliśmy obok grupki osób idących autostradą. Autostradą! Za moment następna grupa, idą gęsiego, po parę, paręnaście osób, w rękach jakieś plastikowe torby, małe plecaczki; ciemne karnacje skóry, nie sposób odgadnąć skąd, dzieci, kobiety, mężczyźni; i znowu grupka zupełnie obojętna na śmigające tuż obok samochody, których kierowcy zdają się nie zauważać tej niezwykłej pielgrzymki. Zbliżamy się do Calais. Zbliżamy się do Eurotunelu.(...) *

 *
http://kulturaliberalna.pl/2015/10/23/bartlomiej-sienkiewicz-europa-uchodzcy/


Dzięki za ten tekst.

niedziela, 19 października 2014

Powrót na emigrację

Wyjeżdżam. Bez dawnego entuzjazmu i bez ekscytacji. Okaże się wkrótce naprawdę czy jestem jeszcze coś warta na rynku pracy. Nie mam żadnych oczekiwań. Wiem tylko, że muszę zrobić co tylko w mojej mocy, aby znowu pracować za godną pensję. Wiem również, że już nie wrócę do sytuacji zawodowej, którą zostawiłam 8 lat temu. Tamten pociąg dawno odjechał. Mam zamiar spróbować każdej zaproponowanej pracy mieszczącej się w moich możliwościach. Staram się nie myśleć o swoim wieku i o zaniedbanej kondycji fizycznej. Powtarzam sobie że "chcieć to móc". Nie ukrywam, że mam tremę i tysiące idiotycznych obaw, z którymi budzę się ostatnio każdego ranka. Taki charakter.

Dziękuję Wam wszystkim za komentarze i zainteresowanie moim blogiem.

Zaczynam swój nowy rozdział w życiu. Jak się potoczy?...

...

Serdeczności.

piątek, 20 grudnia 2013

Nadzieja

Zbliżający się nowy rok, jak zwykle, pozwala symbolicznie oddzielić to co było, od tego co będzie.
Życzę sobie i Wam wszystkim, którzy tu jeszcze zaglądacie, abyśmy znaleźli w sobie siłę, cierpliwość i mądrość podczas dalszej podróży oraz nieodzowną dozę pokory wymieszanej ze szczyptą humoru, aby móc się tą podróżą nacieszyć.

piątek, 6 września 2013

Emigracja według Mrożka

 „Jednym z moich sekretów, które dopiero teraz mogą pójść do archiwum, było poczucie obcości, dręczące mnie w Polsce od dzieciństwa. Nie jest to na pewno i nigdy nie była obcość poszczególna, odnosząca się tylko do Polski. Byłbym obcy, gdybym urodził się gdziekolwiek. Ale w Polsce szczególnie trudno jest być obcym. Więc teraz, kiedy mogę być obcym jawnie, brutalnie, po prostu kiedy mam status obcego i kiedy nie mówię językiem społeczeństwa, w którym żyję, sytuacja jest jasna i niefałszywa. Dlatego też, będąc na emigracji, jestem nareszcie na swoim miejscu”.*

Kosmita też.


*Cytat wypożyczony z Powrotnika

sobota, 26 stycznia 2013

Zbieg okoliczności

Gdy przyjechałam do Polski w połowie 2006 roku, natychmiast zgłosiłam się do pracy jako wolontariusz. Atmosfera wśród pracowników była napięta i niesympatyczna, a gdy mój zwierzchnik obraził mnie dotkliwie na oczach pozostałych kolegów, zabrałam się i poszukałam sobie innego miejsca. Tyle, że 14 dni po moim odejściu, na sąsiedni oddział wparowali zamaskowani agenci i rozpoczął się jeden z najbardziej spektakularnych skandali z udziałem CBA. Dla zwolenników afer spiskowych, pozostaję pewnie do dziś "podejrzaną postacią", bo niby " tak nagle przyjechała ze Szwajcarii i równie nagle znikła", he he.

Mój  naiwny wolontariat spotykał się jedynie ze zdziwieniem i niedowierzaniem, dlatego nie mając sensownego zajęcia, postanowiłam zapisać się na studia doktoranckie w SWPS. Złożyłam dokumenty, wpłaciłam 150,- pln i czekałam cierpliwie na egzamin kwalifikacyjny, którego termin ogłoszony był w internecie. Trzy dni przed wyznaczoną datą, zadzwoniłam do sekretariatu w celu uzyskania dodatkowych informacji i dowiedziałam się, że mój pisemny egzamin właśnie trwa. Najzwyczajniej w świecie przyspieszono termin, ogłaszając to .... na drzwiach sekretariatu.

Kilka tygodni później, czekałam w kawiarni  Rozdroże na osobę, której nie znałam osobiście, ale którą mi polecono poprzez koligacje rodzinne. Osoba miała mnie wesprzeć w nawiązaniu zawodowych kontaktów.

Siedziałam przy stoliku pełna niepokoju i prawie każdy nowo przybyły pasował mi do przekazanego telefonicznie rysopisu. Kiedy pojawiła się w końcu pani Iwona Łepkowska (serialowa scenarzystka), byłam skłonna podejść i desperacko poprosić ją o jakąkolwiek pracę, nawet na planie (sic!)

Po godzinie wyglądania na wszystkie strony, wróciłam do domu. I tam dostałam wiadomość, że mój "promotor" miał wypadek samochodowy (pękła na drodze opona). Na szczęście nic się poważnego nie stało, ale zawiesiliśmy chwilowo nasze spotkanie. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że nagle zmarł.

Brak zatrudnienia zaczynał już solidnie wpływać negatywnie na moje samopoczucie. Zgromadzone oszczędności topniały z dnia na dzień i ze strachu przed totalną nędzą postanowiłam zainwestować. Przez rok szukałam małego mieszkania na Wybrzeżu, ale ceny były wysokie i mogłam sobie jedynie pozwolić na tzw. szarą płytę z lat 60-70. Nie podobało mi się. W rezultacie znalazłam "samo cudo", ale 60 km od Warszawy. Miało być ukończone po dwóch latach. Wymyśliłam, że tam się przeprowadzę, a warszawskie mieszkanie wynajmę lub sprzedam. Minęło 5 lat. Inwestycja jest ukończona w 85%, a deweloper ogłosił upadłość...

Co robić? Wracać na emigrację?

Wymyśliłam, że sprzedamy warszawskie mieszkanie i przeniesiemy się na prowincję do domku z ogródkiem. Rodzice pogrzeją się w letnim słońcu, a mnie będzie łatwiej zorganizować nasze wspólne gospodarstwo.

Jednak od roku ceny nieruchomości drastycznie spadły, a dobrych klientów jest bardzo niewielu. Kilka dni temu ktoś się zdeklarował, że jest zainteresowany i chce negocjować. Niestety w międzyczasie zwalił go wirus, a potem zaraz - wypadek samochodowy.

cdn.

 

wtorek, 22 marca 2011

EGO, to diabelskie nasienie

Do refleksji:

najgorsze pomyłki rodzą się z obawy przed ośmieszeniem.


Konkluzja?

piątek, 21 stycznia 2011

środa, 20 października 2010

Jestem niewolnikiem

Matrix mnie dopadł i padam na pysk. Nie wiem już kim jestem i co jest słuszne. Na nic nie mam siły. Wiem tylko, że następnego ranka budzik zadzwoni o 6 i że bez względu na pogodę, stan ducha lub zdrowia, będę parł wraz z pozostałym tłumem ludzi do pracy. Bo tak trzeba. I nieważne, że tej pracy nie znoszę, że mnie nudzi i że jest bezsensowna. Jeśli chcę przeżyć w panującym wokół systemie, muszę to zaakceptować. Muszę. Muszę.

A niby dlaczego?

piątek, 30 lipca 2010

Kiedyś, gdy byłem mały

Na wakacje wyjeżdżałem na dwa miesiące i wtedy nie wyobrażałem sobie, żeby mogło być inaczej.

Przez lata emigracji nie wyjeżdżałem na wakacje w ogóle, albo na bardzo krótko.

Pieniądz rządzi światem i trudno jest się z tego wyłamać, choć nie jest to całkowicie niemożliwe.

Właściwie wystarczy wyznaczyć sobie priorytety i tego się trzymać. Nie dać się wciągnąć w korytarz jednokierunkowy jakim jest chęć posiadania zbyt wielu rzeczy często wręcz zbędnych, a pochłaniających ogromne zasoby finansowe. Każdemu przeciętnemu człowiekowi potrzebne jest bardzo niewiele, aby żyć szczęśliwie. Należy jedynie uświadomić sobie czego naprawdę pragniemy...

Dużo ogólników, ale myślę, że większość z Was rozumie (niekoniecznie się ze mną zgadzając) o czym konkretnie piszę :))

sobota, 15 maja 2010

Trema

W poniedziałek rano idę pierwszy raz do nowej pracy. Wszystkich, którzy mi dobrze życzą proszę o umiarkowany entuzjazm - mam przed sobą 3 miesiące próbne i w każdej chwili mogą mnie sru - na bruk. Ci którzy mi życzą nieco gorzej, mogą się cieszyć z tego samego powodu, bo wszystko przed nami :)

Tortury przechodzę od 10 miesięcy, bo tak długo trwała selekcja i liczne etapy eliminacyjne.

Powiedzieli mi, że byłem najlepszym kandydatem. Powinienem się cieszyć jak cholera, a ja się zamartwiam do bólu i trema mnie zżera żywcem. Pokój bez klamek się kłania - chciałeś przyzwoitą pracę, masz pracę. To czego teraz przynudzasz? Ano właśnie...

czwartek, 22 kwietnia 2010

Wartość

Przeczytałem niedawno, że człowiek jest wart (zawodowo) tyle, na ile potrafi się "sprzedać."

Niesamowite i bardzo słuszne spostrzeżenie, nieprawdaż?

środa, 31 marca 2010

Starość

Mój ojciec ma dziś urodziny. Jest stary, schorowany, smutny, zgorzkniały, a najczęściej zły i zniecierpliwiony. Ma żal do świata o swoje niepowodzenia i wszelkie rozmowy czy żarty kończą się fatalnie. Ojciec wie zawsze wszystko najlepiej, a na dodatek jest bardzo przekorny. Gdy coś go przerasta, na wszelki wypadek obraża się i wychodzi. Jest mi go żal. Zbudował sobie hermetyczny świat, którego stał się mimowolnie nieszczęśliwym więźniem. Nie chce nawet słyszeć o pomocy psychologa lub psychiatry. Cierpi zasłaniając się fizycznymi dolegliwościami, a bolesne odłamki trafiają bezustannie w najbliższych.

Wszystkiego najlepszego, Tato.

wtorek, 30 marca 2010

Cierpliwość

Kto ją posiadł, dzierży skarb.

P.S. Z wiekiem mam jej coraz więcej, ale bywało fatalnie.

wtorek, 23 marca 2010

Konsekwencja

Grzegorz pisał o istocie wytyczania celów i dążenia do nich. Ja dodam tylko: konsekwentnie.
Podkreślam na czerwono, bo jednym z moich zasadniczych błędów był konsekwentny brak konsekwencji. Miewałem tysiące pomysłów, zmieniałem chwilowo zainteresowania i zaczynałem coś nowego. Barwny to styl, wykluczający osiągniecie w czymkolwiek doskonałości czyli fundamentu dla prawdziwego profesjonalizmu.

Przy konsekwentnym działaniu, czas pracuje na naszą korzyść. "Practice makes perfect".

P.S. Toż ja to powinienem wszystko wiedzieć, a nie wiem dosłownie nic :(
http://www.cytadela.net.pl/?p=1346

poniedziałek, 22 marca 2010

PRAWDA

Podobno jest tylko jedna.

Moje doświadczenie życiowe temu zaprzecza i sugeruje, że (cytat): prawda jest jak dupa. Każdy ma swoją.

wtorek, 9 marca 2010

Szczypta pokory

Staram się. Kiedy za bardzo mi odbija, powtarzam sobie, że mam się z czego cieszyć i za co dziękować. Nie zapominać, że miliony ludzi cierpią z wyczerpania, ubóstwa, chorób, przemocy, strachu lub z powodu utraty bliskich. Umiem cieszyć się z rzeczy "małych" i "zwykłych". Powtarzam sobie bezustannie, że nie jestem pępkiem świata i każdy jest "kowalem własnego szczęścia". Bardzo chcę się koncentrować na tym co "mam", a nie na tym czego mi "brak", ale nie przychodzi mi to naturalnie i każdego dnia muszę nad tym wytrwale pracować. I pamiętać, że życie jest niezwykle nieprzewidywalne, a każdy dzień może być tym ostatnim.

czwartek, 25 lutego 2010

Praca, niespełnione marzenia

Dzielę ją na trzy kategorie: "Zabawa", "Przymusowa nuda", "Zarobkowe niewolnictwo".

Większość z nas musi - na talerz zupy i dach nad głową - solidnie zapracować. Mój luksus polega na tym, że mam zadbać (finansowo) w zasadzie tylko o siebie. Do tej pory udawało mi się to bez większych problemów, z minimalnym zaledwie udziałem "Zarobkowego niewolnictwa". Z "Przymusowej nudy"zawsze staram się wycisnąć maksymalną dawkę "Zabawy", jednak ani razu nie udało mi się osiągnąć wymarzonego ideału. Tym ideałem jest praca, do której idzie się za każdym razem z przyjemnością; która kompletnie człowieka pochłania, rozwija, dokształca, szlifuje na brylant. Wiem, że tylko nieliczni dostąpili takiego zaszczytu. Wiem również, że nie dla każdego jest to życiowy priorytet. Dla mnie był i jest, niestety. Nie pociąga mnie życie rodzinne, historie miłosne, podróże turystyczne, tańce, hulanki, swawole. Moim inauguracyjnym marzeniem był czerwony dywan i moje imię wywołane przez Roberta Redforda, Johnny Deepa lub Tima Burtona oraz nagroda (np. na festiwalu Sundance) za najlepszy scenariusz i najlepszą reżyserię. Los jednak spłatał mi figla, bo nie dysponuję ani talentem, ani bezwzględnością, ani sprytem. Skórę też mam zbyt cienką, jak na dzisiejsze czasy.
Udało mi się tylko zamienić swoje życie w przygodę. Na zasadzie kompromisu, reżyseruję swój jedyny film, którego scenariusz nie jest (na szczęście!) moim wyłącznym autorstwem. Nie ma w nim miejsca na porządek i rutynę, bo jako jedyny widz na widowni umarłbym z nudów. Byłem już dzieckiem, współmałżonkiem, wrogiem, przyjacielem, uczniem, studentem, sprzątaczem, nianią, sprzedawcą noży kuchennych i nie tylko, urzędnikiem państwowym, wychowawcą, psychologiem, sekretarzem, robotnikiem w fabryce zegarków, korepetytorem i kioskarzem. Ostatnio bywam blogerem. Moje marzenie, to pracować bez opamiętania, dziwując się niebywale, że "za tyle radości dostaje się jeszcze na koniec pieniądze." Przyzwoite pieniądze, jeśli można. Dziękuję.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Miłość, itd...

Posłużę się cytatem, bo sam bym tego lepiej opisać nie potrafił:

"Czeka pan na miłość?

- Nie. Z wiekiem wymagania rosną, a nie maleją. Mnie jest trudno trafić na osobę, która by mnie nie nudziła. Która po paru godzinach by mnie nie męczyła. A ponieważ nie chcę okazywać irytacji, wolę, żeby kontakty były parogodzinne, a nie całodobowe. Jest taka chemia, dzięki której jedna osoba może budzić apetyt na cały czas, a inna budzi go na chwilę. Na rozmowę, na krótki spacer. (...)
Zauważyłem w sobie rzecz, o którą nigdy wcześniej się nie podejrzewałem. Lubię położyć się spać i wąchać pościel. Bo jest czysta i ładnie pachnie. I to jest miłe. Kiedyś nie zauważałem pościeli. Nie wąchałem jej, tylko kogoś." Andrzej Żuławski w "Męska muzyka", str.24-25, GW, 12.02.2010

niedziela, 17 stycznia 2010

Zanim przekręcę klucz

To było rok temu...http://powrotwariatazemigracji-refleksje.blogspot.com/2009_01_01_archive.html

Wydawało mi się, że potrzebny mi będzie zwodzony most pomiędzy moim obecnym życiem w Polsce, a przeszłością. Ten most istnieje jednak niezależnie od jego wirtualnej konstrukcji i będzie istniał tak długo, jak tylko moja pamięć pozwoli.

W miarę upływającego czasu przeżyte lata układają się w pamiątkowy album płowiejących wspomnień. Wyraziste pozostają jedynie refleksje i bagaż doświadczeń.

Postaram się je wychwycić i zanotować. Dopiero wtedy zabiorę to, co niezbędne , zamknę za sobą te ciągle jeszcze niedomknięte drzwi i wyruszę w dalszą drogę.

A klucz?

Klucz zostawię pod wycieraczką.