Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 marca 2015

PKO SA w mafijnych rękach

Przeczytałam to z zapartym tchem, ale też z rosnącym przerażeniem:

http://robertdee.pl/jak-dorznieto-producenta-makaronow-malma/

Ostatnio kupowałam już tylko makaron MALMA, bo nic innego zrobić nie mogłam.

Okazało się jednak szybko, że: http://pl.wikipedia.org/wiki/Malma


Mafijne macki omotały największy bank w Polsce, a my naiwni wierzymy, że to nasz, rodzimy, bezpieczny...

sobota, 12 grudnia 2009

Nie dajmy się chamom i kołtunom

Pokiełbasiło się chyba panu Kłopotowskiemu (wypowiadającemu się ostatnio na temat Romana Polańskiego) oraz panu Maleńczukowi (broniącemu nieudolnie senatora Krzysztofa Piesiewicza) pojęcie "prawa" i "obyczajowości".

Nie ulega wątpliwości, że artyści otrzymują coś w rodzaju przyzwolenia społecznego na pewne zachowania uważane powszechnie za niestosowne lub wręcz niemoralne. W momencie kiedy te zachowania stanowią złamanie obowiązującego prawa, żadne specjalne względy obejmować ich nie mogą. Dlatego argument, że "artystom więcej wolno", z punktu widzenia prawa, nie jest żadnym usprawiedliwieniem.

Istnieje jednak jeszcze kryterium ludzkie, osobiste, z indywidualnego punktu widzenia, opinia własna, do której każdy człowiek, obywatel ma prawo.

A oto ona, z moim podpisem:

Krzysztof Piesiewicz jest utalentowanym scenarzystą i tego nic nie jest w stanie zmienić. Krzysztof Piesiewicz jest również znakomitym prawnikiem i jego wiedzy nikt, ani nic mu nie odbierze. Krzysztof Piesiewicz udowodnił również, przez długie lata swojej działalności politycznej, że jest przyzwoitym i mądrym politykiem. Krzysztof Piesiewicz jest tylko człowiekiem, nie posiadającym boskiej doskonałości, ale zmagającym się, jak KAŻDY, ze swoimi słabościami.

Prostaccy, chciwi wandale wtargnęli z kamerą i wykorzystując chwile słabości znanego człowieka, zgwałcili jego sferę prywatności. Kołtuńskie społeczeństwo żądne krwawych igrzysk wpadło w pułapkę prymitywnych szantażystów i już słychać głosy o "utraconym autorytecie senatora". A jakże. Świętoszki za pół kapsla, psia mać!

Pan Krzysztof Piesiewicz oddał sprawę w ręce prokuratury i złożył immunitet senatorski. Sąd zajmie się tą sprawą, od tego jest.

Dla mnie, Krzysztof Piesiewicz pozostaje niezmiennie jednym z nielicznych, ważnych autorytetów. Panie Senatorze, w sukience czy bez, chylę swe czoło. Nisko.

P.S. (dopisane 15 grudnia, o godzinie 11:40)

Ów osobisty dramat rozgrywający się na oczach opinii publicznej, jest zapewne paradoksalnie najlepszym zakończeniem całej historii. Zgłoszenie sprawy szantażu do prokuratury i niespodziewana publikacja owych sławetnych zdjęć + koszmarnego filmiku, odebrały władzę szantażystom. W tej chwili Krzysztof Piesiewicz przechodzi przez piekło potwornego wstydu i upokorzenia, ale na całe szczęście - żyje. Należy się z tego cieszyć, bo historie szantażu, kończą się często tragicznie. Jeśli społeczeństwo mu nie wybaczy i odsunie ze sceny politycznej, to pozostała mu jeszcze adwokatura i talent scenarzysty. Wierzę, że nie wszyscy go opuszczą. Polityka jest zabawą dla ludzi bezwzględnych, o grubej skórze i bardzo wysokim poziomie samouwielbienia, a Krzysztof Piesiewicz (według mnie) nie posiada żadnej z wymienionych cech.

czwartek, 20 sierpnia 2009

Praca "do śmierci", nie straszna mi

Zaczęło się pomstowanie, bo w mediach podali, że wiek emerytalny może zostać przesunięty do 67 roku życia. Gdyby ludzie lubili swoją pracę, a może nawet (co jo godom!) byliby z niej dumni, sami chcieliby pracować jak najdłużej - "ile sił i zdrowia starczy" (fala wody na mój młyn.)

Badania naukowe wykazały już dawno, że liczba chorób, załamań nerwowych i zgonów wzrasta (bodajże szczególnie u Panów?) w momencie przejścia na emeryturę. I to nie dlatego, że padają ze zmęczenia po ciężkiej pracy (choć takie wypadki też się zdarzają, tego nie kwestionuję). Głównym powodem jest: brak projektu na wypełnienie wolnego czasu, poczucie: osamotnienia, bez przynależności, bez użyteczności. Izolacja. Wtedy zdrowie psychiczne i fizyczne gwałtownie podupada, a jedno z drugiego najczęściej wynika. Linki do publikacji badań postaram się znaleźć (dla porządku). Wniosek: przy pracy źle, bez pracy jeszcze gorzej. Podobnie jest w dzieciństwie: nuda i brak zajęcia powodują zły nastrój i nieznośne zachowanie. Zabawa dla dziecka stanowi idealne preludium do lukratywnej zabawy (pracy?) w życiu dorosłym.

Zmieńmy swoje nastawienie. Przestańmy gloryfikować świętowanie, które w praktyce i tak niewiele ma wspólnego z duchowym wyciszeniem czy refleksją. Czyż pracowitość nie jest cnotą? Niestety, w dzisiejszych czasach - adekwatna do umiejętności praca, stała się przywilejem. To trzeba zmienić.

Nie wszyscy muszą kończyć wyższe studia, bo nie każdy się do tego nadaje i nie każdy tego naprawdę chce. Każdy jedynie powinien mieć taką możliwość, a w jaki sposób ją wykorzysta, to już jego sprawa. Są jeszcze technika, szkoły zawodowe, które mogłyby kojarzyć się z nauką dobrego fachu i lukratywnością, a nie z jednopłatowym mózgiem łobuza.

Uczmy dzieci odpowiedzialności za swój los. Uświadamiajmy, że ulica przed domem, to jak korytarz we własnym mieszkaniu: też trzeba posprzątać, naprawić, uszanować. Emerytura - jeśli chcesz dłubać w nosie przedwcześnie - zapracuj i zainwestuj, a potem sam ją sobie sfinansuj.

Ja widzę jeszcze inny problem, trywialny aż do bólu. Ludzie przed 50-ką nie mogą znaleźć pracy, a często bardzo tego pragną i potrzebują. Minister Boni dużo mówił o programie "50 +" jakiś czas temu, ale nagle wszystko ucichło. Dlaczego? Czy "problem" został zażegnany? Ja wcale nie marzę o emeryturze. Chcę dla siebie godnej pracy i to jak najdłużej. Czyżbym była w tym osamotniona?

wtorek, 11 sierpnia 2009

Kontrmanifestacja - Wyzwolenie Madonny

@Brunea podrzuciła mi ciekawy link: http://wyzwoleniemadonny.wordpress.com/

Świetna inicjatywa, popieram!

P.S. @Brunea, dzięki :)

niedziela, 9 sierpnia 2009

Pies ogrodnika

Kamil Dąbrowa (Radio TOKfm) rozmawiał dziś rano z Karoliną Domagalską i Zuzanną Kisielewską, które napisały artykuł/reportaż pt."Wrota Europy". Zwiedziły razem nadmorskie wybrzeże Bułgarii, opowiadały na żywo swoje wrażenia, a do mnie wróciły wspomnienia z dzieciństwa. Zapachniały brzoskwinie i czuszki, owczy ser, bułgarskie przyprawy. Zachciało mi się wskoczyć do samolotu i polecieć do Warny, a potem wodolotem - do Sozopola. Nie próbuję tak zwanego "przygrywania na skrzypcach", ale teraz naprawdę nie mogę tego zrobić. Z różnych powodów. To nic strasznego, mam co jeść, mam gdzie spać. Polecę sobie innym razem. Wszystko byłoby OK: spokój, sierpniowy poranek, sielanka.

Jednak w chwilę potem trafił mnie jasny szlag: 3,8 mln złotych wydaliśmy w ostatniej kadencji Parlamentu na służbowe podróże zagraniczne dla 316 posłów. W żółtej koszulce lidera prowadzi poseł Tadeusz Iwiński - 47 wyjazdów (patrz www.gholub.blogspot.com)

Po co? Na co? Dlaczego? Z jakim efektem dla NAS? Tajemnica.

Miotam się wściekle po domu, szczerzę zęby i warczę. Uwaga, bez kija nie podchodź, bo od dziś rana jestem jak pies ogrodnika. Nieracjonalnie, bezsilnie wkurwiony zwierz.

środa, 22 kwietnia 2009

Małpki, koziołki - matołki, czyli - bez zmian

Nie chce mi się wierzyć, kiedy widzę i słyszę, że kandydatka na ambasadora przy ONZ przesłuchiwana przez komisję do spraw zagranicznych, oświadcza : "człowiek z moim życiorysem musi czuć się zraniony polityką zagraniczną prowadzoną przez obecny rząd (w domyśle: rząd Donalda Tuska)". Pani Anna Fotyga ma prawo do osobistych poglądów politycznych, które i tak są nam wszystkim dobrze znane z okresu, gdy zajmowała funkcję szefa MSZ za rządów PiS u. Rola ambasadora to najbardziej chyba archaiczna funkcja DYPLOMATYCZNA. Dzisiejsze oświadczenie Anny Fotygi jest dowodem jej niebywałej szczerości, co generalnie stanowi niezwykle chwalebną cechę charakteru. W przypadku kandydata na funkcję dyplomaty jest to szczyt arogancji i bezczelności w stosunku do obecnego rządu i dużej części obywateli. Tak sądzę, bo nie chcę podejrzewać pani minister o bezgraniczną głupotę, ani o nadużywanie prezydenckich małpeczek.

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Rozmowa z psychologiem społecznym

Jacek Żakowski: - Co nas czeka, kiedy wyjdziemy z tego kryzysu?
Janusz Czapiński: - Po kryzysie globalnym czeka nas nasz własny.
Dlaczego?
Bo się przestaniemy rozwijać. Pociąg globalnej gospodarki musiał się na chwilę zatrzymać, żeby przeprowadzić różne drobne naprawy. Za kilka czy kilkanaście miesięcy ruszy do przodu. Ale my nie zajedziemy daleko. W każdym razie nie na tym paliwie, na którym jechaliśmy przez dwie ostatnie dekady. Bo ono się kończy.
Co się kończy? (cd kliknij)

czwartek, 16 kwietnia 2009

Tyci sukcesik w zalążku

Udało mi się przekonać 3 osoby do aktywnego udziału w wyborach. Jesteśmy umówieni, że na najbliższe głosowanie pójdziemy wszyscy razem, a potem spotkamy się u mnie na pogaduszki. To są 3 osoby, które nigdy nie głosowały, bo uważały, że to tylko idiotyczna strata czasu. To na dzisiaj sukcesik w zalążku, dopiero przyszłość pokaże, czy coś z tego rzeczywiście wyrośnie.
cdn...

piątek, 10 kwietnia 2009

Blogspot prezesa J.K

Natknęłam się na blog Jarosława Kaczyńskiego. Szczerze mówiąc, nie jestem pewna czy jest to rzeczywiście blog prezesa PiSu, czy ktoś zrobił sobie tylko żart. Interesujące, że na pierwszy rzut oka blog wygląda bardzo wiarygodnie. Zastanawia jednak "bogactwo obszaru merytorycznego", bo od lipca 2008 widnieje jeden samotny wpis. Widocznie zapał autora jest umiarkowany. Zainteresowanie internautów również - do tej chwili "profil" odwiedziło 76 osób, a komentarzy do wpisu = 0. Chyba nie muszę tłumaczyć krytyki czego i kogo ten wpis głównie dotyczy.
Panie prezesie, coś ta internetowa propaganda słabiuchno panu idzie :)

środa, 8 kwietnia 2009

Poranny spacer po blogowisku

-->Istnieją w Polsce (i nie tylko) dwie przeciwne sobie ideologicznie, grupy. Jedna to ludzie o poglądach lewicowych, druga to katoliccy konserwatyści.

Każda idea może działać z pewną siłą. Ludzi o poglądach katolickich i "lewaków" można by było więc scharakteryzować stawiając ich na pewnej linii - im bardziej ktoś ma radykalne poglądy, tym dalej jest od centrum tej linii a bliżej pewnego bieguna. Tam gdzie bowiem idea działa skrajnie, tam można wyznaczyć jakiś biegun na linii światopoglądowej.

Problem ujawnia się, gdy dochodzi do sytuacji spornych np. znowu dyskutuje się o prawie do aborcji. Najgłośniej krzyczą wtedy ludzie właśnie reprezentujący skrajne poglądy - konserwatywne lub lewicowe. Osoby oddalone od ideologicznych biegunów, stojące raczej w centrum często aby sprzeciwić się biegunowi, który bardziej im nie odpowiada, zaczynają zbliżać się lub nawet stawać, na biegunie mu przeciwnym. W ten sposób sporo ludzi sprzeciwiających się np. klerykalizacji, choć nie popiera działań lewicy, zaczyna popierać biegun lewicowy (antyklerykalny ponoć), a popierając go - zaczyna z czasem potakiwać innym lewicowym pomysłom, na które wcześniej by się nie zgodzili. Takie postawy prowadzą do ubożenia światopoglądowego społeczeństwa, programów politycznych i skrajnie głupich rozwiązań.

Tak w ogóle, to śmieszne a jednocześnie smutne jest w tym konflikcie to, że każda grupa często wytyka drugiej (zwykle słusznie) fanatyzm, niezrozumienie, zaślepienie, kłamstwa czy narzucanie siłą rozwiązań - nie zważając na to, że sama postępuje tak samo.

Na bazie mechanizmów pierwszego zjawiska, pojawia się drugi problem - dotyczący samego patrzenia jednych ludzi, na ludzi o innych poglądach. Często sympatycy lewicy, która chce całkowitej legalizacji aborcji, gdy mają kontakt z przeciwnikiem tej legalizacji (niekoniecznie konserwatystą - całkowitym przeciwnikiem aborcji) albo też przeciwnikiem refundacji antykoncepcji z budżetu państwa, od razu, bez sprawdzenia słuszności argumentów - klasyfikują go: "katolicki fanatyk", "moher" itp.
Z drugiej strony, gdy osoba nie będąca nawet sympatykiem lewicy, krytykuje Kościół, prokatolickie działania polityków - od razu jest klasyfikowana przez katolickich konserwatystów jako "lewak" czy nawet "komunista".

Jedna i druga strona nie bierze pod uwagę definicji, znaczenia określenia, kryteriów jakie powinna dana osoba spełnić, by można było o niej powiedzieć w określony sposób (lewak, konserwatysta). Wystarczy, że w jakimś jednym punkcie ma podobny pogląd (chociaż inaczej motywowany) jak przeciwna ideologicznie grupa, by taką osobę automatycznie zaklasyfikować do tej grupy.

Mnie samego nie raz z powyższych powodów nazywano "katolickim fanatykiem" - choć jestem ateistą, albo też "lewakiem" - choć nie jestem socjalistą, jestem przeciwnikiem państwa opiekuńczego.

Takie odgórne klasyfikowanie "jak nie jest z nami, więc jest na pewno z nimi" jest oznaką fanatyzmu, spłyconego rozumowania i zawężonego widzenia sytuacji (coś jest czarne albo białe - inne kolory nie istnieją). Ograniczone postrzeganie i rozumowanie zaś może skutkować prostackimi, nietrafnymi i nierzadko "bolesnymi" rozwiązaniami. Jest także pozywką dla demagogów.

Tego typu klasyfikacja jest skutecznym narzędziem samonakręcającej się społecznej propagandy (a często propagandy w ogóle) - jeżeli ktoś głosi coś niewygodnego dla jednej grupy, to wystarczy zarzucić, że należy do strony przeciwnej - nawet jeżeli nie należy, albo jest "swój" - bo niezależnie od tego kim jest, grupa uzna go za wroga, którego słowa należy całkowicie zignorować a z nim samym walczyć.
Daje więc to możliwość walki z "inaczej niż trzeba" myślącymi oraz uodparnia własną grupę na zasadność argumentów jakichkolwiek przeciwników - "po co go słuchać, nie ma racji bo (i tylko dlatego) jest pewnie z tamtymi".
09 lipca 2008, KRYTYK - Onet.pl Blog

wtorek, 7 kwietnia 2009

Refleksje przedwyborcze

Kilka dni temu, mignęła mi na pasku w tvn24 informacja o tym, że Andrzej Olechowski rozważa kandydowanie w najbliższych wyborach prezydenckich. Nie chodzi mi w tym wypadku o jego osobę, tylko o mechanizmy społeczno-wyborcze. Wyobrażam sobie taki hipotetyczny scenariusz: startuje czterech kandydatów. Lech Kaczyński, Donald Tusk, Andrzej Olechowski i Włodzimierz Cimoszewicz. Biorąc pod uwagę żelazny elektorat PiS u, szanse Lecha Kaczyńskiego są procentowo takie jak były, bez szczególnych zmian. Włodzimierz Cimoszewicz cieszy się natomiast dużym poparciem społecznym ( jeśli oczywiście ufać sondażom) i zagarnąłby prawdopodobnie sporą grupę wyborców "bezpańskich" + grupę wyborców Donalda Tuska. Podobnie stałoby się w wypadku Andrzeja Olechowskiego. Lechowi Kaczyńskiemu mógłby chyba aktualnie zagrozić jedynie Zbigniew Ziobro, ale do takiej sytuacji nie dopuści Jarosław Kaczyński, bo doskonale wie, że to byłby również koniec jego własnej kariery. Istnieje według mnie małe prawdopodobieństwo, aby Olechowski lub Cimoszewicz mogli ostatecznie wygrać wybory. Ich kandydowanie może najwyżej zapewnić zwycięstwo Lechowi Kaczyńskiemu, poprzez ilościowe osłabienie elektoratu Donalda Tuska.

Jedyna szansa, to wycofanie się panów Olechowskiego i Cimoszewicza w chwili, gdy miałoby być jasne, że i tak żaden z nich nie wygra. Z jednoczesnym przekazaniem swoich wyborców na konto Donalda Tuska. Nie przypuszczam jednak, że byłoby ich stać na taki gest.

Piszę sobie tutaj o tym, bo wczoraj moi znajomi ucieszeni niezwykle informacją o Olechowskim, zadeklarowali gotowość głosowania na niego. Przy okazji wiem, jak bardzo chcieliby już móc "zapomnieć" o istnieniu braci Kaczyńskich.

Z tego wszystkiego można by wnioskować, że jestem fanatyczną wielbicielką Donalda Tuska i całej PO. Nie jestem. Wielbicielką żadnego polityka nie jestem z zasady, bo im nie ufam, kropka. Jednak KTOŚ tym krajem zarządzać powinien i jedynie w takim stopniu, jako obywatela - politycy, wybory, klasa rządząca mnie obchodzą. Przez 30 lat emigracji polityka nie interesowała mnie zupełnie, bo kraj, a właściwie kraje w których mieszkałam, studiowałam, pracowałam, funkcjonowały efektywnie i mądrze. W Polsce panuje potworny bałagan, w którym szamocze się, często bez sensu, skłócone ze sobą o wszystko, polskie społeczeństwo. Obchodzi mnie to, martwi, złości, niepokoi. Za mojego istnienia już się wiele nie odmieni. Przeszłość odcisnęła tak silne piętno na mentalności ludzi, że trzeba jeszcze kilku pokoleń, żeby mogła zajść rzeczywista zmiana na lepsze, odczuwalna dla każdego obywatela. Wierzę jednak, że kiedyś ludziom będzie tu dobrze, bo jak to górnolotnie wykrzykiwał jeszcze niedawno nasz premier - Polska i Polacy na cud zasługują. Muszą go sobie tylko sami wypracować.

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

Polscy emigranci

Dans un monde globalisé où les liens d’interdépendance entre les êtres humains, leurs activités économiques et les systèmes politiques sont toujours plus denses, les SUISSES de l’étranger sont, à n’en pas douter, une richesse pour notre pays !

Marzy mi się, że kiedyś w gazetce dla polskich emigrantów przeczytamy podobne zdanie. I tak jak Szwajcarzy, stworzymy coroczny zjazd dla tych wszystkich, którzy będą mieli ochotę w nim uczestniczyć, spotkać się i podyskutować. A z czasem, również Polonia będzie miała swoich zaufanych przedstawicieli w polskim Parlamencie. Sądząc po tym jak trudno jest dzisiaj współpracować ze sobą dla dobra Polski dwóm partiom prawicowym i jak wystarczy drobna różnica w "punkcie siedzenia", żeby dochodziło do destruktywnej walki i nienawiści, to prawdopodobnie daleko nam jeszcze do szansy na jakąkolwiek ugodę, chociażby w imię wspólnych interesów. Nic się przecież nie uda stworzyć czy zorganizować przy bezustannym wzajemnym wyniszczaniu się.

Szwajcaria - maleńki kraj, maleńka emigracja i potrafili się zjednoczyć i coś pozytywnego dla siebie wypracować. Inna historia, inna mentalność, inne obyczaje.

Czy my już mamy na zawsze przechlapane?

Szwajcarscy emigranci

87e Congrès des Suisses de l’étranger – Lucerne, du 7 au 9 août 2009

«Les Suisses de l’étranger,
une richesse pour notre pays?»

En quoi est-ce un enrichissement pour la Suisse d’avoir près de 10% de sa population qui vit à l’étranger? Nos citoyens expatriés apportent-ils une plus-value à notre pays en termes d’image, de renommée et de réseau global de networking ? Et se considèrent-ils eux-même comme des ambassadeurs de notre pays et de ses valeurs? Le 87e Congrès des Suisses de l’étranger abordera toutes ces questions. Prenant pour thème «Les Suisses de l’étranger, une richesse pour notre pays ?», il se tiendra du 7 au 9 août 2009 dans le tout nouveau centre de congrès du Musée des Transports de Lucerne.
Dans un monde globalisé où les liens d’interdépendance entre les êtres humains, leurs activités économiques et les systèmes politiques sont toujours plus denses, les Suisses de l’étranger sont, à n’en pas douter, une richesse pour notre pays !

Représentation directe de la Cinquième Suisse:
le Conseil national dit oui!

Les parlementaires ont accepté l’initiative Sommaruga qui vise à assurer une représentation directe des Suisses de l’étranger au Parlement. L’Organisation des Suisses de l’étranger (OSE) salue cette décision qui est un signe fort dans le processus de reconnaissance de l’apport de nos compatriotes expatriés à notre pays.
Déposée en juin 2007, l’initiative du conseiller national Carlo Sommaruga (PS/GE) demandait la création d’une base juridique pour assurer une représentation directe des Suisses de l’étranger au Parlement. La chambre du peuple a accepté cette initiative, donnant ainsi mandat à la Commission des institutions politiques du Conseil national de préparer un projet législatif. Parmi les 700 000 Suisses expatriés, plus de 120 000 sont inscrits dans un registre électoral et prennent ainsi part activement à la vie politique de notre pays. Ils sont une richesse pour la Suisse. L’OSE se félicite que par cette décision, le Parlement reconnaisse explicitement l’apport de ces Suisses à leur pays d’origine ainsi que leur poids politique croissant. L’OSE est d’avis que la solution passe peut-être par la création d’une loi d’application à l’article 40 de la Constitution fédérale. Celle-ci définirait un cadre juridique clair à la politique du gouvernement envers les Suisses de l’étranger et engloberait la question de la représentation politique, y compris le rôle du Conseil des Suisses de l’étranger, organe représentatif de la Cinquième Suisse. L’OSE souligne que notre pays a un grand intérêt à renforcer les liens avec ses expatriés, de manière à pouvoir profiter de leurs réseaux de contacts et de leurs expériences faites à l’étranger. Cela passe notamment par une meilleure communication. C’est ce pourquoi se bat l’Intergroupe parlementaire «Suisses de l’étranger», composé de plus de 100 membres, et présidé par le conseiller aux Etats Filippo Lombardi (PDC/TI).

niedziela, 15 marca 2009

W sprawie paszportów i wojska

W kwestii formalnej, pragnę poinformować tych wszystkich, którzy mają lub tylko myślą, że mają problemy z wjazdem i wyjazdem do/z Polski na zagranicznym paszporcie: mój polski paszport tkwi gdzieś w archiwach policyjnych lub został zjedzony przez myszy - nie widziałam tego czegoś na oczy od 1981 roku, kiedy odesłałam do ambasady polskiej, zastanawiając się poważnie nad zrzeczeniem się polskiego obywatelstwa. Biurokratyczne trudności sprawiły, że machnęłam ręką i nigdy nie zrobiłam tego formalnie. Pierwszy raz od wyjazdu na emigrację, odwiedziłam Polskę w lecie 1993 roku. Poleciałam na 2 miesiące z paszportem zagranicznym. Pies z kulawą nogą nie robił mi trudności. Od tego momentu odwiedzałam już nasz kraj regularnie i mogę przysiąc z ręka na sercu: nigdy nie miałam najmniejszych przykrości. Teraz mieszkam w Polsce od 2007 roku i do tej pory nie załatwiłam jeszcze paszportu polskiego. Uregulowanie mojej sytuacji w postaci otrzymania dowodu osobistego, pesela, nipu, srypu i diabeł wie czego jeszcze, kosztowało mnie tyle cierpliwości i gonitwy, że na samą myśl o załatwianiu paszportu, robi mi się kiepsko. Podróżuję z paszportem zagranicznym i jak do tej pory (tfu, tfu) no problem. Moja przyjaciółka ma paszport amerykański od wielu lat i lata w te i wewte - same story. To nie są żadne "kosmiczne konfabulacje", tylko fakty.


Co do poborów: mamy mieć wojsko zawodowe i koniec z przymusowym braniem do woja:
http://www.profesjonalizacja.wp.mil.pl/pl/44.html

"... projekt tzn. „dużej nowelizacji” ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej jest rozpatrywany przez Stały Komitet Rady Ministrów oraz Komisję Prawniczą w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (skierowany 26 lutego 2009 r.). Obecnie Zakłada się, że projektowane zmiany wejdą w życie z dniem 1 stycznia 2010 roku.
Projekt ten wprowadza regulacje m.in. w zakresie:
- zawieszania obowiązku odbywania zasadniczej służby wojskowej, przeszkolenia studentów i absolwentów uczelni wyższych w czasie pokoju, a także innych równorzędnych i zastępczych form realizacji tego obowiązku;
- utworzenia Narodowych Sił Rezerwowych (NSR) oraz określenia zasad pełnienia służby w ramach tej formacji;
- stworzenia systemu motywacyjnego dla żołnierzy NSR oraz ich pracodawców;
- zmiany zakresu zadań terenowych organów administracji wojskowej w związku z zadaniami rekrutacyjnymi do służby ochotniczej.
Docelowym rozwiązaniem będzie wprowadzenie z dniem 1 stycznia 2010 r. pełnej profesjonalizacji Sił Zbrojnych, polegającej na wprowadzeniu służby zawodowej, pełnionej jako służba stała i ochotniczej służby kontraktowej (na wzór dotychczasowej zasadniczej służby wojskowej pełnionej nadterminowo). Jednocześnie obowiązek odbywania zasadniczej służby wojskowej oraz przeszkolenia wojskowego studentów i absolwentów szkół wyższych zostanie zawieszony z dniem wejścia w życie ustawy.
Warto zauważyć, iż zgodnie z § 1 rozporządzenia MON z dnia 19 stycznia 2009 r. w sprawie zwalniania żołnierzy z czynnej służby wojskowej i powoływania poborowych do odbycia tej służby w 2009 r. (Dz. U. Nr 11, poz. 62):
„Odstępuje się od określenia terminów powoływania poborowych do zasadniczej służby wojskowej, przeszkolenia wojskiego studentów i absolwentów szkół wyższych w 2009 r.”. Rozporządzenie weszło w życie 26 stycznia 2009 r.
Oznacza to, iż w 2009 r. nie przewiduje się wyżej wymienionych form odbywania obowiązkowej służby wojskowej."

czwartek, 12 marca 2009

Polacy w Kanadzie też nie głosowali

Ostatnie dni upłynęły mi na surfowaniu po licznych Forach dyskusyjnych (nie dla mnie!) i prywatnych blogach. Z pomocą przyszła mi Tajemnicza Grupa Zamaskowanych: Two Cents - Debunker - Phil - Wychodźca - Pan Tarej - ... Ich cenne uwagi i wskazówki pomagają w moim amatorskim blogowaniu niezwykle i każdemu kto ma jakiekolwiek pytania, a nie posiada doktoratu z informatyki, polecam Blog emigracyjny.
Po namyśle, pytania na poziomie doktoratu też można spróbować, najwyżej powiedzą, żeby nie przeginać. Wtedy przeprosić, podziękować i ... ( po "i" każdy robi to, co uważa za stosowne).

Moje dotychczasowe podróże po blogosferze potwierdziły, jak wielka przepaść dzieli Polaków w kraju i tych rozsianych po całym świecie. Powstała w języku polskim ogromna liczba forów dyskusyjnych, istnieje cała masa prywatnych dzienników. To prawdziwa kopalnia talentów literackich, opisów wstrząsających doświadczeń, humoru, rzeczowych informacji, adresów. Jest też sporo łez, smutku, tęsknoty, żalu i rozgoryczenia. Wiele agresywnych wpisów, wywalania żółtej frustracji na Wacka, na Bolka, na Tuska, na rodaków. Na Polskę. Nie będę przytaczać, jeśli ktoś ma ochotę poserfować, zapraszam na Wolną Amerykankę do Two Cents, znajdziecie tam odpowiednie linki. To naprawdę imponujące. Dzisiaj, proszę każdego o chwilę refleksji . Tak łatwo jest krytykować Polaków za granicą, że nic nie wiedzą o Polsce, odmawiać im prawo do zabierania głosu pod pretekstem, że tu już nie mieszkają. Niektórzy może żyją w ignorancji, ale niektórzy wiedzą i rozumieją więcej od nas. I może warto zadać sobie pytanie, co my wiemy o NICH? O ich problemach, rozterkach, kłopotach administracyjnych z polskimi urzędnikami?

... "Nawet nie zastanawiałem się nad tym jakie warunki trzeba spełnić by zagłosować. Trochę pośrednio zastanawiałem się tylko jaki procent głosujących stanowi stara emigracja a jaki studenci, pracownicy polskich placówek dyplomatycznych, turyści czy “nowi” imigranci. Właściwie wielu spraw jestem ciekaw. Niestety pieniędzy na badania brak a i możliwości skorzystania z badań innych znikome bo nie są prowadzone. Jeśli w tym kraju ktoś zajmuje się emigracją to ciekawią go zazwyczaj procedury, ewentualnie migracje (ich powody, geografia, aklimatyzacja).
Dopiero po przeczytaniu wpisu na Pańskim blogu dowiedziałem się jakie znaczenie ma posiadanie “nowego” paszportu…
Mam jednak wrażenie (na podstawie obserwacji tego co się dzieje w Kanadzie), że wielu Polaków nie głosuje bo uważa, że nie może. W Kanadzie nie głosuje się za granicą więc wielu myśli, że w Polsce jest podobnie. Problemy proceduralne zapewne wszędzie są takie same…"
Polacy w Kanadzie również nie głosowali…

<http://emigracyjny.wordpress.com/2009/01/10/paszport-2/#comment-255>

"To jest rzeczywiście jajo kwadratowe. Ja zacząłem załatwiać swoje polskie dokumenty w końcu 1999 przez polski konsulat. Trwało to 5 lat, dali mi listę dokumentów do załączenia. Było pisanie narracyjne i szczegółowe życiorysu,nazwiska i adresy osób w Polsce, które mogłyby potwierdzić moja polskość itd… W końcu szlag mnie trafił i poszedłem do urzędu w Warszawie. Pani była bardzo zdziwiona. Poradziła, żeby przesłać wszystko do nich z konsulatu. Wysłali pocztą konsularną. Nic nie doszło. Po jakimś czasie wystrzeliło jak diabeł z pudełka i jednak się znalazło.W warszawskim urzędzie poszło już bardzo szybko (w porównaniu), bo po uporczywym ganianiu miedzy urzędami i sądem (!) miałem swój nowy, aktualny dowód, pesel i numer podatkowy.
Na wybory 2005 nie zdążyłem, ale na te w 2007 poszybowałem z szybkością światła..." Pistacjowy Kosmita, Blog emigracyjny, marzec 2009

Ciąg dalszy nastąpi...