Wyjechałam z Polski w styczniu 1979, oficjalnie z krótką wizytą rodzinną, a w rzeczywistości w pogoni za wolnością i za szansą na bezpieczne i dostatnie życie. Nie było mi łatwo (komu jest?), ale przyjęto mnie życzliwie, ze zrozumieniem i chęcią pomocy. Nie wszyscy, ale większość. Stali się moją rodziną zastępczą. Do śmierci będę im wdzięczna za wsparcie jakie otrzymałam. Dzisiejsi uchodźcy przechodzą piekło o jakim mnie się nawet nie śniło. Tekst Bartłomieja Sienkiewicza jest napisany z elegancką prostotą, bez zbędnych przerysowań i wykrzykników. Dramat ludzkości współczesnego świata rozgrywający się tuż przed naszymi oczami.
(...)Płaskie krajobrazy, wygodna autostrada, charakterystyczne obłoki
na niebie zwiastujące nieodległą obecność morza. Do Eurotunelu
pod kanałem La Manche zostało nam jakieś pół godziny. Mój towarzysz
podróży przysypiał, gdy obudził go mój okrzyk – właśnie z prędkością 120
km na godzinę przemknęliśmy obok grupki osób idących autostradą.
Autostradą! Za moment następna grupa, idą gęsiego, po parę, paręnaście
osób, w rękach jakieś plastikowe torby, małe plecaczki; ciemne karnacje
skóry, nie sposób odgadnąć skąd, dzieci, kobiety, mężczyźni; i znowu
grupka zupełnie obojętna na śmigające tuż obok samochody,
których kierowcy zdają się nie zauważać tej niezwykłej pielgrzymki.
Zbliżamy się do Calais. Zbliżamy się do Eurotunelu.(...) *
*
http://kulturaliberalna.pl/2015/10/23/bartlomiej-sienkiewicz-europa-uchodzcy/
Dzięki za ten tekst.
sobota, 7 listopada 2015
poniedziałek, 30 marca 2015
PKO SA w mafijnych rękach
Przeczytałam to z zapartym tchem, ale też z rosnącym przerażeniem:
http://robertdee.pl/jak-dorznieto-producenta-makaronow-malma/
Ostatnio kupowałam już tylko makaron MALMA, bo nic innego zrobić nie mogłam.
Okazało się jednak szybko, że: http://pl.wikipedia.org/wiki/Malma
Mafijne macki omotały największy bank w Polsce, a my naiwni wierzymy, że to nasz, rodzimy, bezpieczny...
http://robertdee.pl/jak-dorznieto-producenta-makaronow-malma/
Ostatnio kupowałam już tylko makaron MALMA, bo nic innego zrobić nie mogłam.
Okazało się jednak szybko, że: http://pl.wikipedia.org/wiki/Malma
Mafijne macki omotały największy bank w Polsce, a my naiwni wierzymy, że to nasz, rodzimy, bezpieczny...
sobota, 21 lutego 2015
Szwajcarzy w oczach Polaków
Bardzo zabawny tekst na temat Szwajcarów opisanych przez polskich emigrantów:
http://szwajcarskie-blabliblu.blog.pl/2015/02/16/x-oznak-ze-stajesz-sie-szwajcarem/
A co ja bym dodała? Hmmm...może obraz Polaków widziany przez szwajcarskich emigrantów? tylko gdzie ja ich znajdę...
http://szwajcarskie-blabliblu.blog.pl/2015/02/16/x-oznak-ze-stajesz-sie-szwajcarem/
A co ja bym dodała? Hmmm...może obraz Polaków widziany przez szwajcarskich emigrantów? tylko gdzie ja ich znajdę...
Etykiety:
emigracja,
mentalność,
obyczaje,
Szwajcaria
niedziela, 19 października 2014
Powrót na emigrację
Wyjeżdżam. Bez dawnego entuzjazmu i bez ekscytacji. Okaże się wkrótce naprawdę czy jestem jeszcze coś warta na rynku pracy. Nie mam żadnych oczekiwań. Wiem tylko, że muszę zrobić co tylko w mojej mocy, aby znowu pracować za godną pensję. Wiem również, że już nie wrócę do sytuacji zawodowej, którą zostawiłam 8 lat temu. Tamten pociąg dawno odjechał. Mam zamiar spróbować każdej zaproponowanej pracy mieszczącej się w moich możliwościach. Staram się nie myśleć o swoim wieku i o zaniedbanej kondycji fizycznej. Powtarzam sobie że "chcieć to móc". Nie ukrywam, że mam tremę i tysiące idiotycznych obaw, z którymi budzę się ostatnio każdego ranka. Taki charakter.
Dziękuję Wam wszystkim za komentarze i zainteresowanie moim blogiem.
Zaczynam swój nowy rozdział w życiu. Jak się potoczy?...
...
Serdeczności.
Dziękuję Wam wszystkim za komentarze i zainteresowanie moim blogiem.
Zaczynam swój nowy rozdział w życiu. Jak się potoczy?...
...
Serdeczności.
poniedziałek, 19 maja 2014
środa, 30 kwietnia 2014
Rodacy w kinie
Wczoraj wieczorem byłam w kinie (Iluzjon w Warszawie) na filmie pt."Imigrantka"/"The Immigrant".>>>
Sam film rozczarował mnie bardzo i mam tak wiele zarzutów, że mój bilans wychodzi ostatecznie na "nie".
Największe zaskoczenie zawdzięczam jednak obecnym na sali widzom. Było zaledwie 30 osób w tym 75% ludzi w wieku 20 - 30 lat. Za każdym razem gdy Marion Cotillard (w roli Ewy) prowadzi dialog po polsku z Polakami granymi przez amerykańskich aktorów, połowa widowni dostawała histerycznego ataku śmiechu.
Moi rodacy rozczarowali mnie po raz kolejny.
Sam film rozczarował mnie bardzo i mam tak wiele zarzutów, że mój bilans wychodzi ostatecznie na "nie".
Największe zaskoczenie zawdzięczam jednak obecnym na sali widzom. Było zaledwie 30 osób w tym 75% ludzi w wieku 20 - 30 lat. Za każdym razem gdy Marion Cotillard (w roli Ewy) prowadzi dialog po polsku z Polakami granymi przez amerykańskich aktorów, połowa widowni dostawała histerycznego ataku śmiechu.
Moi rodacy rozczarowali mnie po raz kolejny.
niedziela, 23 lutego 2014
Czysta matematyka, ale logiki brak
Szwajcaria
kasjer/sprzedawca w Lidl, 100%, pensja mieś. brutto 3'700.- CHF
netto 2'700.-CHF
podstawowe koszty utrzymania:
wynajem kawalerki 650.-CHF
ubezp. zdrowotne 350.-
bilet miesięczny TP 100.-
tv 60.-
elektr. 50.-
tel. 50.-
żywność 500.-
kosmetyki, chemia 50.-
razem = 1'810.- CHF
zarobki - koszty = + 890.-CHF
Polska (Warszawa)
kasjer/sprzedawca w Lidl, 100%, pensja mieś., brutto 400.-CHF
netto 300.-CHF*
podstawowe koszty utrzymania:
wynajem kawalerki 400.- CHF
prywatne wizyty lekarskie + leki 100.-CHF
bilet miesięczny TP 35.-CHF
elektr., tel., tv., 70.-CHF
żywność 150.-CHF
kosmetyki, chemia 15.-CHF
razem = 770.-CHF
zarobki - koszty = - 470.-CHF
* wg. kursu 1,-CHF = 3,40 pln
Etykiety:
powrót z emigracji,
praca,
szara codzienność
piątek, 20 grudnia 2013
Nadzieja
Zbliżający się nowy rok, jak zwykle, pozwala symbolicznie oddzielić to co było, od tego co będzie.
Życzę sobie i Wam wszystkim, którzy tu jeszcze zaglądacie, abyśmy znaleźli w sobie siłę, cierpliwość i mądrość podczas dalszej podróży oraz nieodzowną dozę pokory wymieszanej ze szczyptą humoru, aby móc się tą podróżą nacieszyć.
Życzę sobie i Wam wszystkim, którzy tu jeszcze zaglądacie, abyśmy znaleźli w sobie siłę, cierpliwość i mądrość podczas dalszej podróży oraz nieodzowną dozę pokory wymieszanej ze szczyptą humoru, aby móc się tą podróżą nacieszyć.
piątek, 6 września 2013
Emigracja według Mrożka
„Jednym z moich sekretów, które dopiero teraz mogą pójść do
archiwum, było poczucie obcości, dręczące mnie w Polsce od dzieciństwa.
Nie jest to na pewno i nigdy nie była obcość poszczególna, odnosząca się
tylko do Polski. Byłbym obcy, gdybym urodził się gdziekolwiek. Ale w
Polsce szczególnie trudno jest być obcym. Więc teraz, kiedy mogę być
obcym jawnie, brutalnie, po prostu kiedy mam status obcego i kiedy nie
mówię językiem społeczeństwa, w którym żyję, sytuacja jest jasna i
niefałszywa. Dlatego też, będąc na emigracji, jestem nareszcie na swoim
miejscu”.*
Kosmita też.
*Cytat wypożyczony z Powrotnika
Kosmita też.
*Cytat wypożyczony z Powrotnika
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
niedziela, 11 sierpnia 2013
Pozytywne myślenie
Mam dach nad głową.
Mam co jeść.
W tej chwili nic mnie nie boli.
Jest środek lata.
Mam co jeść.
W tej chwili nic mnie nie boli.
Jest środek lata.
piątek, 14 czerwca 2013
Polska mi nie smakuje
Jeden lubi pomidorową z bazylią, a drugi woli tłusty rosół z bazarowej kury.
Mnie się Polska nie podobała nawet w okresie młodości, ale wydawało mi się wtedy, że to z powodu panującego ustroju . Dzisiaj wiem, że niezupełnie. Najważniejsi są ludzie i ich mentalność. Im dłużej tutaj mieszkam, tym mniej wszystkich rozumiem. 19 kwietnia minęło 7 lat od mojego powrotu. Na początku byłam pełna wiary i entuzjazmu. Myślałam: będzie może biednie, ale za to miło i wesoło. Sprawdziło się w 1/3.
W Polsce panuje ostatnio taki nowy trend zwalczający malkontenctwo i ciągłe niezadowolenie. Nie narzekamy tylko chwalimy i podziwiamy. Co podziwiamy? A wszystko co się da. Dlatego, uwaga! będę się zachwycać:
1) pięć lat temu miasto wymieniło na mojej ulicy stare, betonowe latarnie na nowe, żelazne, pasujące do przedwojennej architektury. Oklaski.
2) Półwysep Helski jest miejscem magicznym. Zasługuje na szczególną ochronę i opiekę ze strony miejscowych władz i nas wszystkich! Apel: ludzie, szanujmy to miejsce!
3) wspaniały polski chirurg uratował oczy mojej Mamy. Groziła jej całkowita ślepota i była to dla niej operacja ostatniej szansy. Nasz zachwyt i wdzięczność nie mają granic. Oklaski to mało powiedziane. P.S. Oczywiście Narodowy Fundusz Zdrowia nie pokrywa żadnych kosztów, bo prawdopodobnie utrata wzroku, szczególnie w zaawansowanym wieku, to nie jest istotny problem, ale ponieważ miałam iść za trendem, wobec tego przestaję narzekać i kontynuuję zachwyty...
4) zachwycają mnie (na nieszczęście!) wypieki z cukierni pani Kryś
5) zsiadłe mleko i śledzie ( niekoniecznie jednocześnie) smakują mi niezmiennie
6) ... (jak mi się coś jeszcze przypomni, albo zachwyci, dam znać)
Mnie się Polska nie podobała nawet w okresie młodości, ale wydawało mi się wtedy, że to z powodu panującego ustroju . Dzisiaj wiem, że niezupełnie. Najważniejsi są ludzie i ich mentalność. Im dłużej tutaj mieszkam, tym mniej wszystkich rozumiem. 19 kwietnia minęło 7 lat od mojego powrotu. Na początku byłam pełna wiary i entuzjazmu. Myślałam: będzie może biednie, ale za to miło i wesoło. Sprawdziło się w 1/3.
W Polsce panuje ostatnio taki nowy trend zwalczający malkontenctwo i ciągłe niezadowolenie. Nie narzekamy tylko chwalimy i podziwiamy. Co podziwiamy? A wszystko co się da. Dlatego, uwaga! będę się zachwycać:
1) pięć lat temu miasto wymieniło na mojej ulicy stare, betonowe latarnie na nowe, żelazne, pasujące do przedwojennej architektury. Oklaski.
2) Półwysep Helski jest miejscem magicznym. Zasługuje na szczególną ochronę i opiekę ze strony miejscowych władz i nas wszystkich! Apel: ludzie, szanujmy to miejsce!
3) wspaniały polski chirurg uratował oczy mojej Mamy. Groziła jej całkowita ślepota i była to dla niej operacja ostatniej szansy. Nasz zachwyt i wdzięczność nie mają granic. Oklaski to mało powiedziane. P.S. Oczywiście Narodowy Fundusz Zdrowia nie pokrywa żadnych kosztów, bo prawdopodobnie utrata wzroku, szczególnie w zaawansowanym wieku, to nie jest istotny problem, ale ponieważ miałam iść za trendem, wobec tego przestaję narzekać i kontynuuję zachwyty...
4) zachwycają mnie (na nieszczęście!) wypieki z cukierni pani Kryś
5) zsiadłe mleko i śledzie ( niekoniecznie jednocześnie) smakują mi niezmiennie
6) ... (jak mi się coś jeszcze przypomni, albo zachwyci, dam znać)
wtorek, 14 maja 2013
Młodość i szczęście po polsku
Ostatni wpis na zaprzyjaźnionym blogu:
"byłam wczoraj u developera i czuję się wyruchana przez system. chciałam malutkiego metrażu, żadne tam prestiżowe osiedle, na uboczu. cena do dziś grzmi mi w uszach jak grom. skąd mam wziąć takie pieniądze? skąd je biorą ludzie młodzi, którzy normalnie pracują i nie zarabiają kokosów, tylko zwykłą pensję? mam 31 lat, po studiach od razu poszłam do pracy, na wakacjach nie byłam od 13 lat, mam pracującego wiewióra i gówno. jeśli gdzieś popełniłam błąd, to, kurwa, nie wiem gdzie. nerkę mam sprzedać?"
"byłam wczoraj u developera i czuję się wyruchana przez system. chciałam malutkiego metrażu, żadne tam prestiżowe osiedle, na uboczu. cena do dziś grzmi mi w uszach jak grom. skąd mam wziąć takie pieniądze? skąd je biorą ludzie młodzi, którzy normalnie pracują i nie zarabiają kokosów, tylko zwykłą pensję? mam 31 lat, po studiach od razu poszłam do pracy, na wakacjach nie byłam od 13 lat, mam pracującego wiewióra i gówno. jeśli gdzieś popełniłam błąd, to, kurwa, nie wiem gdzie. nerkę mam sprzedać?"
piątek, 12 kwietnia 2013
Bezsilność człowieka uczciwego
Urzędnicy FISKUSA ukrywają skrzętnie gigantyczne przekręty typu AMBER GOLD, ale zwykłego Kowalskiego obserwują przez lupę i traktując go z zasady jak oszusta, potrafią zniszczyć życie niewinnego człowieka w ciągu kilku minut. Są za to hojnie nagradzani i nie ponoszą żadnych konsekwencji za popełnione "pomyłki". Tak panujący system zabija wszelkie inicjatywy uczciwej przedsiębiorczości w Polsce i rozwija toczącą się zarazę korupcji.
Ostatni film Bugajskiego* jest najważniejszym wydarzeniem polskiej kinematografii i dotyczy każdego człowieka żyjącego w Polsce. Pokazuje polską rzeczywistość taką jaka jest naprawdę. Bez taniego sentymentalizmu.
* Układ zamknięty, film Ryszarda Bugajskiego - czas przerwać zmowę milczenia...
Ostatni film Bugajskiego* jest najważniejszym wydarzeniem polskiej kinematografii i dotyczy każdego człowieka żyjącego w Polsce. Pokazuje polską rzeczywistość taką jaka jest naprawdę. Bez taniego sentymentalizmu.
* Układ zamknięty, film Ryszarda Bugajskiego - czas przerwać zmowę milczenia...
sobota, 26 stycznia 2013
Zbieg okoliczności
Gdy przyjechałam do Polski w połowie 2006 roku, natychmiast zgłosiłam się do pracy jako wolontariusz. Atmosfera wśród pracowników była napięta i niesympatyczna, a gdy mój zwierzchnik obraził mnie dotkliwie na oczach pozostałych kolegów, zabrałam się i poszukałam sobie innego miejsca. Tyle, że 14 dni po moim odejściu, na sąsiedni oddział wparowali zamaskowani agenci i rozpoczął się jeden z najbardziej spektakularnych skandali z udziałem CBA. Dla zwolenników afer spiskowych, pozostaję pewnie do dziś "podejrzaną postacią", bo niby " tak nagle przyjechała ze Szwajcarii i równie nagle znikła", he he.
Mój naiwny wolontariat spotykał się jedynie ze zdziwieniem i niedowierzaniem, dlatego nie mając sensownego zajęcia, postanowiłam zapisać się na studia doktoranckie w SWPS. Złożyłam dokumenty, wpłaciłam 150,- pln i czekałam cierpliwie na egzamin kwalifikacyjny, którego termin ogłoszony był w internecie. Trzy dni przed wyznaczoną datą, zadzwoniłam do sekretariatu w celu uzyskania dodatkowych informacji i dowiedziałam się, że mój pisemny egzamin właśnie trwa. Najzwyczajniej w świecie przyspieszono termin, ogłaszając to .... na drzwiach sekretariatu.
Kilka tygodni później, czekałam w kawiarni Rozdroże na osobę, której nie znałam osobiście, ale którą mi polecono poprzez koligacje rodzinne. Osoba miała mnie wesprzeć w nawiązaniu zawodowych kontaktów.
Siedziałam przy stoliku pełna niepokoju i prawie każdy nowo przybyły pasował mi do przekazanego telefonicznie rysopisu. Kiedy pojawiła się w końcu pani Iwona Łepkowska (serialowa scenarzystka), byłam skłonna podejść i desperacko poprosić ją o jakąkolwiek pracę, nawet na planie (sic!)
Po godzinie wyglądania na wszystkie strony, wróciłam do domu. I tam dostałam wiadomość, że mój "promotor" miał wypadek samochodowy (pękła na drodze opona). Na szczęście nic się poważnego nie stało, ale zawiesiliśmy chwilowo nasze spotkanie. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że nagle zmarł.
Brak zatrudnienia zaczynał już solidnie wpływać negatywnie na moje samopoczucie. Zgromadzone oszczędności topniały z dnia na dzień i ze strachu przed totalną nędzą postanowiłam zainwestować. Przez rok szukałam małego mieszkania na Wybrzeżu, ale ceny były wysokie i mogłam sobie jedynie pozwolić na tzw. szarą płytę z lat 60-70. Nie podobało mi się. W rezultacie znalazłam "samo cudo", ale 60 km od Warszawy. Miało być ukończone po dwóch latach. Wymyśliłam, że tam się przeprowadzę, a warszawskie mieszkanie wynajmę lub sprzedam. Minęło 5 lat. Inwestycja jest ukończona w 85%, a deweloper ogłosił upadłość...
Co robić? Wracać na emigrację?
Wymyśliłam, że sprzedamy warszawskie mieszkanie i przeniesiemy się na prowincję do domku z ogródkiem. Rodzice pogrzeją się w letnim słońcu, a mnie będzie łatwiej zorganizować nasze wspólne gospodarstwo.
Jednak od roku ceny nieruchomości drastycznie spadły, a dobrych klientów jest bardzo niewielu. Kilka dni temu ktoś się zdeklarował, że jest zainteresowany i chce negocjować. Niestety w międzyczasie zwalił go wirus, a potem zaraz - wypadek samochodowy.
cdn.
Mój naiwny wolontariat spotykał się jedynie ze zdziwieniem i niedowierzaniem, dlatego nie mając sensownego zajęcia, postanowiłam zapisać się na studia doktoranckie w SWPS. Złożyłam dokumenty, wpłaciłam 150,- pln i czekałam cierpliwie na egzamin kwalifikacyjny, którego termin ogłoszony był w internecie. Trzy dni przed wyznaczoną datą, zadzwoniłam do sekretariatu w celu uzyskania dodatkowych informacji i dowiedziałam się, że mój pisemny egzamin właśnie trwa. Najzwyczajniej w świecie przyspieszono termin, ogłaszając to .... na drzwiach sekretariatu.
Kilka tygodni później, czekałam w kawiarni Rozdroże na osobę, której nie znałam osobiście, ale którą mi polecono poprzez koligacje rodzinne. Osoba miała mnie wesprzeć w nawiązaniu zawodowych kontaktów.
Siedziałam przy stoliku pełna niepokoju i prawie każdy nowo przybyły pasował mi do przekazanego telefonicznie rysopisu. Kiedy pojawiła się w końcu pani Iwona Łepkowska (serialowa scenarzystka), byłam skłonna podejść i desperacko poprosić ją o jakąkolwiek pracę, nawet na planie (sic!)
Po godzinie wyglądania na wszystkie strony, wróciłam do domu. I tam dostałam wiadomość, że mój "promotor" miał wypadek samochodowy (pękła na drodze opona). Na szczęście nic się poważnego nie stało, ale zawiesiliśmy chwilowo nasze spotkanie. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że nagle zmarł.
Brak zatrudnienia zaczynał już solidnie wpływać negatywnie na moje samopoczucie. Zgromadzone oszczędności topniały z dnia na dzień i ze strachu przed totalną nędzą postanowiłam zainwestować. Przez rok szukałam małego mieszkania na Wybrzeżu, ale ceny były wysokie i mogłam sobie jedynie pozwolić na tzw. szarą płytę z lat 60-70. Nie podobało mi się. W rezultacie znalazłam "samo cudo", ale 60 km od Warszawy. Miało być ukończone po dwóch latach. Wymyśliłam, że tam się przeprowadzę, a warszawskie mieszkanie wynajmę lub sprzedam. Minęło 5 lat. Inwestycja jest ukończona w 85%, a deweloper ogłosił upadłość...
Co robić? Wracać na emigrację?
Wymyśliłam, że sprzedamy warszawskie mieszkanie i przeniesiemy się na prowincję do domku z ogródkiem. Rodzice pogrzeją się w letnim słońcu, a mnie będzie łatwiej zorganizować nasze wspólne gospodarstwo.
Jednak od roku ceny nieruchomości drastycznie spadły, a dobrych klientów jest bardzo niewielu. Kilka dni temu ktoś się zdeklarował, że jest zainteresowany i chce negocjować. Niestety w międzyczasie zwalił go wirus, a potem zaraz - wypadek samochodowy.
cdn.
czwartek, 13 grudnia 2012
problemy są wszędzie, tylko innego rodzaju
A każdy z nas inaczej je traktuje i bardzo różnie potrafi je rozwiązywać. I jeśli na całym świecie panuje obecnie kryzys gospodarczy, bezrobocie i problem opieki zdrowotnej, to standard życia dotyczący obywateli tzw. najuboższych, bardzo się między krajami różni. Te różnice są prawdopodobnie dużo głębsze w rzeczywistości od teoretycznie przedstawianych przez międzynarodowe statystyki.
Bieda i brak jakichkolwiek perspektyw na godne życie najczęściej mobilizują ludzi do opuszczenia ojczystych stron i poszukiwania swojego miejsca na obczyźnie. Problematyka ludzkich migracji jest niezwykle wiekowa i geograficznie szeroka. Nie zamierzam się w nią zagłębiać, zostawiam to specjalistom.
Chcę jedynie podkreślić kompleksowość indywidualnych potrzeb i motywacji, które napędzają, nas ludzi, do takich lub innych decyzji, działań i zachowań. Dla (1) jednych najważniejsze będą tradycyjne potrawy spożywane w rodzinnej atmosferze, znajome strony, obyczaje, przyjaciele z lat szkolnych, religia. Oni nigdy nie poczują się dobrze na obczyźnie. Wyjadą, ewentualnie, na emigrację zarobkową, na konkretny okres czasu i będą tam nieszczęśliwi i sfrustrowani, aż do powrotu. Ich motto: pracują, oszczędzają i wzbogaceni, wracają, bo tylko o to im chodzi.
Są tacy (2), którzy nigdy nie czują się dobrze "u siebie" i przy pierwszej lepszej okazji opuszczają zniecierpliwieni swoje rodzinne strony, w poszukiwaniu własnego miejsca.
Wszyscy (3), którzy w swoim ojczystym mieście lub kraju nie mają możliwości rozwinięcia swoich ambicji zawodowych i niekoniecznie z radością, ale jednak decydują się na emigrację, bo jest ona dla nich jedyną szansą na dalszą naukę lub rozwój zawodowy. Im kibicuję najmocniej i życzę jak najlepszych osiągnięć.
Sama zaliczam się do tych drugich i wyjechałam z Polski z przekonaniem, że już nigdy tu nie wrócę na stałe. Wróciłam, bo nie stać mnie było na sprowadzenie rodziców do siebie i zapewnienie im takiego życia, do jakiego przywykli w Polsce. Mnie żyje się tu bardzo kiepsko i podziwiam tych wszystkich, którzy doskonale potrafią w tej polskiej rzeczywistości wygodnie egzystować.
Czy ktoś z Was znalazł się w podobnej sytuacji?
Problem starzejących się rodziców dotyczy zapewne wielu polskich emigrantów mojego pokolenia. Na przełomie lat 70 i 80 wyjechały w świat tysiące obywateli bloku komunistycznej Europy. Szukam ich śladów, bo chcę się dowiedzieć, jak sobie radzą i co z nimi teraz jest?
Bieda i brak jakichkolwiek perspektyw na godne życie najczęściej mobilizują ludzi do opuszczenia ojczystych stron i poszukiwania swojego miejsca na obczyźnie. Problematyka ludzkich migracji jest niezwykle wiekowa i geograficznie szeroka. Nie zamierzam się w nią zagłębiać, zostawiam to specjalistom.
Chcę jedynie podkreślić kompleksowość indywidualnych potrzeb i motywacji, które napędzają, nas ludzi, do takich lub innych decyzji, działań i zachowań. Dla (1) jednych najważniejsze będą tradycyjne potrawy spożywane w rodzinnej atmosferze, znajome strony, obyczaje, przyjaciele z lat szkolnych, religia. Oni nigdy nie poczują się dobrze na obczyźnie. Wyjadą, ewentualnie, na emigrację zarobkową, na konkretny okres czasu i będą tam nieszczęśliwi i sfrustrowani, aż do powrotu. Ich motto: pracują, oszczędzają i wzbogaceni, wracają, bo tylko o to im chodzi.
Są tacy (2), którzy nigdy nie czują się dobrze "u siebie" i przy pierwszej lepszej okazji opuszczają zniecierpliwieni swoje rodzinne strony, w poszukiwaniu własnego miejsca.
Wszyscy (3), którzy w swoim ojczystym mieście lub kraju nie mają możliwości rozwinięcia swoich ambicji zawodowych i niekoniecznie z radością, ale jednak decydują się na emigrację, bo jest ona dla nich jedyną szansą na dalszą naukę lub rozwój zawodowy. Im kibicuję najmocniej i życzę jak najlepszych osiągnięć.
Sama zaliczam się do tych drugich i wyjechałam z Polski z przekonaniem, że już nigdy tu nie wrócę na stałe. Wróciłam, bo nie stać mnie było na sprowadzenie rodziców do siebie i zapewnienie im takiego życia, do jakiego przywykli w Polsce. Mnie żyje się tu bardzo kiepsko i podziwiam tych wszystkich, którzy doskonale potrafią w tej polskiej rzeczywistości wygodnie egzystować.
Czy ktoś z Was znalazł się w podobnej sytuacji?
Problem starzejących się rodziców dotyczy zapewne wielu polskich emigrantów mojego pokolenia. Na przełomie lat 70 i 80 wyjechały w świat tysiące obywateli bloku komunistycznej Europy. Szukam ich śladów, bo chcę się dowiedzieć, jak sobie radzą i co z nimi teraz jest?
wtorek, 4 grudnia 2012
Zastanawiam się, czy emigrować do Kanady?
Naprawdę szczęśliwa bywałam jedynie w Stanach Zjednoczonych, na James Island, w Karolinie Południowej. Wróciłam do Europy tylko dlatego, że przez 8 lat nie udało mi się zdobyć tzw. zielonej karty, a zegar tykał i strach przed deportacją narastał z każdym rokiem. Dodatkowym problemem był brak ubezpieczenia zdrowotnego, a z czasem, nonszalancka beztroska dotycząca zdrowia zaczęła u mnie topnieć. Z niechęcią i ściśniętym sercem wróciłam do Europy, słuchając tzw. głosu rozsądku.
Gdybym była nieco młodsza, wróciłabym tam bez wahania, ale w wieku 55 lat???
Podobno Kanada jest bardzo podobna do USA pod wieloma względami, a zdobycie prawa do legalnego pobytu i pracy jest dużo prostsze. Od jakiegoś czasu zaczęłam się zastanawiać...To prawda, że jestem trochę za stara, ale jeszcze nie umarłam. Czy jednak dam sobie radę? Ile razy można zaczynać swoje życie "od początku"? Czy poradzę sobie emocjonalnie z "opuszczeniem" wiekowych i osamotnionych rodziców?
Znalazłam wirtualną dyskusję, która daje do myślenia:
http://www.goldenline.pl/forum/162212/powrot-z-emigracji-z-kanady-po-wielu-latach
Gratuluję tym wszystkim, którzy po powrocie do Polski potrafili się odnaleźć. To wielka sztuka z odrobiną szczęścia.
Gdybym była nieco młodsza, wróciłabym tam bez wahania, ale w wieku 55 lat???
Podobno Kanada jest bardzo podobna do USA pod wieloma względami, a zdobycie prawa do legalnego pobytu i pracy jest dużo prostsze. Od jakiegoś czasu zaczęłam się zastanawiać...To prawda, że jestem trochę za stara, ale jeszcze nie umarłam. Czy jednak dam sobie radę? Ile razy można zaczynać swoje życie "od początku"? Czy poradzę sobie emocjonalnie z "opuszczeniem" wiekowych i osamotnionych rodziców?
Znalazłam wirtualną dyskusję, która daje do myślenia:
http://www.goldenline.pl/forum/162212/powrot-z-emigracji-z-kanady-po-wielu-latach
Gratuluję tym wszystkim, którzy po powrocie do Polski potrafili się odnaleźć. To wielka sztuka z odrobiną szczęścia.
środa, 3 października 2012
"Wróciłam z Londynu..."
Młodzi ludzie wracają do Polski i mają trudności z utrzymaniem się nawet na bardzo skromnym poziomie. Młodzi, wykształceni, pełni werwy i entuzjazmu, zderzają się z polską rzeczywistością i często myślą o ponownej emigracji. Dlaczego? Pewnie dlatego, że skoro już mają ciężko pracować, to przynajmniej jeżdżąc po wygodnych drogach, korzystając z przyzwoitej opieki zdrowotnej i zarabiając godnie na przeciętne życie.
To jakiś mit, że za granicą musisz podmywać obce tyłki lub zmywać gary, żeby kupić przyzwoite kalosze, a w Polsce mógłbyś robić karierę zawodową, jeśli tylko zaakceptujesz skromniejsze wynagrodzenie.
Warto przeczytać:
http://wyborcza.pl/1,76842,12534311,Wrocilam_z_Londynu__Ale_jak_mlodzi_maja_tu_zyc___list_.html
Tak mają młodzi, bo dla nieco starszych pozostało już tylko miejsce pod kościołem, a potem ewentualnie na cmentarzu.
To jakiś mit, że za granicą musisz podmywać obce tyłki lub zmywać gary, żeby kupić przyzwoite kalosze, a w Polsce mógłbyś robić karierę zawodową, jeśli tylko zaakceptujesz skromniejsze wynagrodzenie.
Warto przeczytać:
http://wyborcza.pl/1,76842,12534311,Wrocilam_z_Londynu__Ale_jak_mlodzi_maja_tu_zyc___list_.html
Tak mają młodzi, bo dla nieco starszych pozostało już tylko miejsce pod kościołem, a potem ewentualnie na cmentarzu.
środa, 1 sierpnia 2012
"Nie lubię tu być"
To był cytat z artykułu*, który odzwierciedla również moje doświadczenia i odczucia, dlatego postanowiłam go zareklamować. Dobrze się czyta, polecam.
* http://www.dziennik.com/publicystyka/artykul/nie-lubie-tu-byc
* http://www.dziennik.com/publicystyka/artykul/nie-lubie-tu-byc
piątek, 6 kwietnia 2012
Powrót na emigrację
Moje kłopoty ze znalezieniem adekwatnego zatrudnienia w Ojczyźnie stały się zmartwieniem dla najbliższej rodziny, a nie o to przecież chodziło. Gdyby plany w Polsce się udały, wszyscy uznaliby zapewne, że pomysł powrotu był trafiony. Nie wyszło jednak, jak to w życiu bywa i teraz bliscy zastanawiają się "co z tym fantem zrobić?".
Mam tylko nadzieję, że mój blog stanie się "gdzieś, dla kogoś" ostrzeżeniem przed podjęciem decyzji o powrocie. Emigrancki żywot nie należy do najlżejszych, ale losy reemigranta mogą być jeszcze trudniejsze.
Nawiązałam już kontakty z moimi byłymi kolegami w Szwajcarii. Dowiedziałam się, że jedna ze współpracowniczek z ostatniego miejsca pracy została w międzyczasie dyrektorką, a za kilka miesięcy zwolni się moje dawne stanowisko z powodu urlopu macierzyńskiego... Marie poprosiła mnie o przysłanie aktualnych dokumentów i złożenie aplikacji. Na początek będzie to zastępstwo na pół roku. Wracam więc do Genewy, wracam do swego zawodu.
Będzie jak dawniej... Zaczną się wielogodzinne rozmowy telefoniczne z Rodzicami, urlopy spędzane w Warszawie, codzienny, mdławy niepokój pt. "co tam u nich".
Lat im nie ubywa, niestety. W razie potrzeby, zaangażuję kogoś do opieki, bo innego wyjścia nie widzę.
Jeśli wylosuję wizę do Stanów Zjednoczonych, to będę miała spory dylemat. Wychodzę jednak z założenia, że od przybytku możliwości głowa nie boli.
Wesołych Świąt.
Mam tylko nadzieję, że mój blog stanie się "gdzieś, dla kogoś" ostrzeżeniem przed podjęciem decyzji o powrocie. Emigrancki żywot nie należy do najlżejszych, ale losy reemigranta mogą być jeszcze trudniejsze.
Nawiązałam już kontakty z moimi byłymi kolegami w Szwajcarii. Dowiedziałam się, że jedna ze współpracowniczek z ostatniego miejsca pracy została w międzyczasie dyrektorką, a za kilka miesięcy zwolni się moje dawne stanowisko z powodu urlopu macierzyńskiego... Marie poprosiła mnie o przysłanie aktualnych dokumentów i złożenie aplikacji. Na początek będzie to zastępstwo na pół roku. Wracam więc do Genewy, wracam do swego zawodu.
Będzie jak dawniej... Zaczną się wielogodzinne rozmowy telefoniczne z Rodzicami, urlopy spędzane w Warszawie, codzienny, mdławy niepokój pt. "co tam u nich".
Lat im nie ubywa, niestety. W razie potrzeby, zaangażuję kogoś do opieki, bo innego wyjścia nie widzę.
Jeśli wylosuję wizę do Stanów Zjednoczonych, to będę miała spory dylemat. Wychodzę jednak z założenia, że od przybytku możliwości głowa nie boli.
Wesołych Świąt.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

